Tygodnik Ciechanowski

Środa, 26 lipca 2017

Elektroniczne wersje bieżących i niektórych archiwalnych wydań "Tygodnika" dostępne są na portalu eprasa.pl
fot. Archiwum
fot. Archiwum

Przyfrunął z Sopotu w okolice Ciechanowa

16.02.2017 10:13:11

Wracając do domu małżeństwo Soleckich z Kraszewa zauważyło na polach przy krajowej „pięćdziesiątce” pomiędzy stacją benzynową a parkiem w Sokołówku łabędzia.

– Był wystraszony i osłabiony. Podeszliśmy do niego. Ptak się nie bał. Widać było jednak ślady butów – opisuje Edward Solecki, który jednocześnie przyznaje, że miał obawy, czy ptak nie jest nosicielem ptasiej grypy. Jego żona pojechała do domu, zabrała jedzenie i łabędzia dokarmili. Jadł z ręki. Zastanawiali się jednak, co zrobić, aby mu pomóc. Nie chciał poderwać się do lotu. Zadzwonili na policję, ale ta już otrzymała wcześniej zgłoszenie.

Policjanci przyjechali na miejsce zdarzenia, stąd prawdopodobnie pochodziły ślady na śniegu. Ale mundurowi nie podjęli interwencji z uwagi na fakt, że to dziki ptak i nie był przymarznięty. Zdaniem policji mógł swobodnie odfrunąć. Soleccy nie chcieli jednak zostawiać go na pastwę losu w szczerym polu, więc po namyśle wezwali strażaków. Kiedy przyjechał zastęp z odpowiednim przyrządem do schwytania łabędzia, okazało się, że już go tam nie ma.

– Były tylko ślady skrzydeł, ale bardziej przypominały lądowanie ptaka niż odlot. Pomyśleliśmy, że odfrunął, choć nie dawało nam to spokoju, bo był przecież osłabiony. Przeszukaliśmy teren, ale nigdzie go nie znaleźliśmy. Miałem naprawdę mieszane odczucia – opowiada mężczyzna i przyznaje, że martwił się, czy ktoś nie złapał łabędzia, nie wywiózł na targ i nie sprzedał jak gęsi… Historia jednak znalazła swój szczęśliwy finał, zwłaszcza dla łabędzia.

Więcej w TC z 21 lutego br.

autor: Koz

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz