Tygodnik Ciechanowski

Wtorek, 21 sierpnia 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Naród oczekuje skromności

09.04.2018 09:00:00

Tako rzekł prezes Jarosław Kaczyński i zarządził odebranie nagród rządowi, a przy okazji zapowiedział obniżenie wynagrodzeń posłów oraz samorządowców. Ogłosił to bez „żadnego trybu”, na zwołanej naprędce konferencji prasowej, tuż po świętach wielkanocnych, podczas których prezes wsłuchiwał się w vox populi. A głos ludu podobno brzmiał: skromność, skromność, skromność… m.

Wprawdzie obserwatorzy sceny politycznej uważają, że posunięcie szefa partii rządzącej to nerwowa reakcja na spadające słupki popularności oraz riposta na kampanię partii opozycyjnej pn. „Karawana wstydu”, czyli jeżdżące po kraju billboardy z fotografiami członków rządu i kwotami nagród. Słowem - zwykły populizm. Ale skromny prezes tak nie uważa.
A jeszcze dwa tygodnie wcześniej skromności nie było. Była premier histerycznie wykrzyczała z mównicy sejmowej do posłów, opozycji, do narodu: „Te nagrody ministrowie otrzymywali za ciężką i uczciwą pracę. Te pieniądze się im po prostu należały!”. 

Działo się to podobno za wiedzą i przyzwoleniem samego Jarosława Kaczyńskiego („Beata, pokaż pazurki!”).
A gdyby tak pani Szydło przewidziała, że społeczeństwo już wtedy oczekiwało skromności i zajrzała np.do księgi przysłów i cytatów, mogłaby się dowiedzieć (przysłowie łużyckie), że „dobra robota nie potrzebuje pochwał” albo że „do dobrego wychowania należy skromne zachowanie” (arabskie).
Wiem, że obecnie rządzący nie lubią szukać wzorów w innych krajach i obcych nam kulturach, to można wybrać jakąś naszą, narodową mądrość. Pierwsze lepsze polskie przysłowie mówi: Kobieta powinna mieć: cnotę w sercu, skromność na czole, łagodność w ustach, a robotę w ręku. Żeby nie pastwić się już nad byłą szefową rządu: której z wymienionych zalet jej zabrakło?
O ile po ujawnieniu wysokości nagród i wystąpieniu Beaty Szydło opozycja dostała potężny strumień wody na propagandowy młyn, to po ogłoszeniu decyzji prezesa (Wspaniale być skromnym, gdy się jest wielkim - Voltaire) wśród posłów opozycji zapanował popłoch, a wśród samorządowców niedowierzanie pomieszane ze złością (do tej pory uposażenia szefów samorządów były w gestii radnych).
W rządzie natomiast – całkowita konsternacja. Ministrowie, którzy byli beneficjentami nagród i do niedawna publicznie głosili, że otrzymali je zasłużenie (za sukcesy, za nadgodziny, za ciężką pracę, za wycięcie puszczy), zamilkli i chyłkiem umykają przed pytaniami bezczelnych dziennikarzy. A elokwentne rzeczniczki PiS-u i rządu stroją dobre miny do tej dziwnej gry.
Aliści jest jeden z nagrodzonych ministrów, który stanął na wysokości zadania. Nie tylko zgadza się z decyzją prezesa, ale jeszcze ją twórczo rozwija. To  Antoni Macierewicz, jeden z głównych profitentów „dobrej zmiany” (dwie pancerne limuzyny, obstawa, podkomisja smoleńska, nieograniczone wydatki z kart kredytowych, 70 tys. zł nagrody). On to zaraz po wystąpieniu Kaczyńskiego ogłosił, że PiS chce... przywrócić sprawiedliwość społeczną. Czyli - wcześniej musiał ją zabrać?.
A jakież głębokie jest uzasadnienie złotoustego eksministra: „Sprawy społeczne są jednymi z najważniejszych dla nas wszystkich, dla życia społecznego, dla możliwości sprawiedliwego rozwoju Polski, dlatego taką decyzję podjęliśmy” (z naciskiem na „-śmy”).
No niech ktoś powie, że Antoni Macierewicz nie jest wybitnym mężem stanu.
Jednakowoż mistrzowskie posunięcie prezesa ma też słabe strony. Chodzi o to, że ministrowie „zadecydowali”, że oddadzą swoje nagrody do Caritasu, czyli na cele społeczne (dlaczego do organizacji kościelnej, a nie do Skarbu Państwa?). W ten sposób mogą  oni skorzystać automatycznie z ulgi podatkowej od darowizny. Czyli - pomimo zwrotu - jedna trzecia nagrody zostanie w kieszeni ministrów. Będą to kwoty (jak wyliczył skrzętnie pewien radca prawny na zlecenie pewnego portalu) od 11,7 do 17 tys. zł. I jeszcze coś - odliczenie od dochodu dużych kwot powoduje także obniżenie stawki podatku. Podatnik, który osiąga roczne dochody np. 150 tysięcy złotych i odliczy od dochodu np. 80 tys. zł darowizny na kościelną działalność charytatywną, spada z II do I progu skali podatkowej, czyli przechodzi ze stawki 32 do 18 proc.
Uff…Skromności stało się zadość, ale parę groszy zostanie pani Beacie i jej ministrom.

Ryszard Marut

Więcej felietonów  tego autora w zakładce Felietony/Kontekst

autor: red

Komentarze Internautów (1)dodaj komentarz

  • Anna, 2018-04-11 13:32:46
    nagrody
    Jeśli nawet oddadzą do Caritasu to i tak na tym zarobią bo odpiszą sobie od podatku darowiznę.