Tygodnik Ciechanowski

Poniedziałek, 22 października 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Kontekst. Narodowe (w)zburzenie

09.05.2018 21:00:00

Trwają dyskusje i przymiarki, jak uczcić 100-lecie odzyskania niepodległości przez Polskę. Przy czym nie chodzi tylko o zbudowanie jakichś obiektów, które miałyby tę rocznicę uświetnić, np. 100 Kolumn Niepodległości (zamienione ostatnio na100 ławek), czy też Łuku Triumfalnego usytuowanego w nurcie Wisły. Równocześnie spora grupa polityków patriotów uważa, że jest to doskonała okazja, by coś znaczącego w kraju wysadzić w powietrze.

Jak zwykle można liczyć na Antoniego Macierewicza, który 3 maja wystąpił w Telewizji Trwam. Powrócił on do idei zburzenia Pałacu Kultury i Nauki. Ale tym razem poszedł dalej, bo zaproponował też nową wizję architektoniczną – w miejsce pałacu wzniesienie pomnika Matki Boskiej, a dokładniej Kolumny Chwały Oręża Polskiego zwieńczonej figurą Matki Boskiej Hetmanki Polski. Zdaniem Macierewicza miałaby to być „synteza religii i bytu narodowego”.
Wydaje się, że synteza umysłu i osobowości pana Antoniego już nikogo nie dziwi, ale okazało się, że jego pomysł niszczenia rozwinęli twórczo kibice Arki Gdynia i Legii Warszawa.
Nie zainteresował ich jednak Pałac Kultury, a Stadion Narodowy.
Próby puszczenia z dymem PGE Narodowego trwają od trzech lat podczas finałów piłkarskich Pucharu Polski. Tym razem o mało się nie udało.
Wiadomo, że na takie spotkanie nie idzie się z pustymi ręcami, znaczy się – racami. Stadion to potężny obiekt, więc i rac przygotowano, przez obydwie strony, stosowną ilość.
Służby porządkowe w sile 10 tys. osób (o połowę więcej niż na takim samym meczu przed rokiem) przeprowadzały podobno szczegółową kontrolę wchodzących na stadion. I uwaga! Jak podaje rzeczniczka stadionu Monika Borzdyńska, w tym celu użyto wypożyczonego z lotniska skanera do wykrywania materiałów pirotechnicznych.
To konieczne, bo na naszych stadionach piłkarskich materiały wybuchowe, pirotechniczne, proch, dynamit itd., itp. są podstawowymi elementami wyposażenia każdego prawdziwego kibica. Zadaniem służb jest wyszukiwanie ładunków w plecakach i ich neutralizowanie, czyli rozbrajanie. Do tego niezbędny jest  m.in. skaner najwyższej klasy (czy w tym czasie Lotnisko Chopina było bezbronne?).
Rzeczniczka nas uspokoiła: Dzięki temu (skanerowi) kibice wnieśli tylko 400 rac z 2,5 tysiąca, które zamierzali wnieść. Na pewno przyczyniła się do tego także współpraca z policją. Kiedy przy jednej z bram kibice Arki napierali na członków obsługi i przedarli się przez naszą ochronę, poprosiliśmy o pomoc oddziały prewencji. Funkcjonariusze przy okazji interwencji zabezpieczyli wiele rac.
Mieliśmy więc już  przedsmak, co nas czeka w środku: napierali, przedarli się, zabezpieczyli...
Sam ostrzał dwóch wrogich szeregów kibiców wyglądał następująco (podaję za sportowym korespondentem frontowym): Na początku drugiej połowy w sektorze kibiców Legii odpalono wówczas race i cały stadion został zadymiony. Mecz wznowiono po kilku minutach, gdy nieco poprawiła się widoczność, ale później znów użyto środków pirotechnicznych. Tym razem z sektora Arki z dużą siłą wystrzelono kilka rac, które z ogromną prędkością przeszywały powietrze. Jedna z nich spadła na boisko. Piłkarze musieli zaczekać, aż służby porządkowe ją wyniosą. Kilka rac poleciało również w inne części stadionu.
Uff... Tych 400 rac na szczęście nie było w stanie rozniecić takiego ogniska, które by sfajczyło cały nasz Narodowy, bo wtedy ofiary w ludności cywilnej pewnie liczylibyśmy w setkach, jeśli nie w tysiącach.
Były straty materialne. Zacytujmy znów panią Borzdyńską: Po raz pierwszy zostały uszkodzone elementy najbardziej wartościowe, czyli kratownica chroniąca dach i telebim. Czekamy na opinie ekspertów. Skala strat jest jednak mniejsza niż w poprzednich latach. Teraz bowiem spalono 70 krzesełek, a dwa lata temu podczas finału Legia - Lech spalono ich 600.
Super! Tylko kratownica, telebim i 70 krzesełek... Wprawdzie dokładne straty będą znane w połowie tego tygodnia, ale cieszymy się, że tym razem stadion ocalał.
Zbigniew Boniek, szef PZPN, który odpowiada za organizację widowisk Pucharu Polski, rzucił ostrzegawcze słowa (i to po angielsku!) skierowane do kibiców - „Game over”.
Przypominają mi się poprzednie „ostre słowa” skierowane do tych środowisk. Brzmiały one: „Idziemy po was” (minister spraw wewnętrznych i administracji Bartłomiej Sienkiewicz z czasów PO) oraz „Zero tolerancji” (szefowie tego samego resortu- Mariusz Błaszczak i Joachim Brudziński z ramienia PiS). I co?  Na razie nic.
No, ale obchody 100-lecia odzyskania niepodległości jeszcze potrwają.
Ryszard Marut


 

autor: red

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz