Tygodnik Ciechanowski

Środa, 20 czerwca 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Kontekst. Pomnik (dla) policji

01.06.2018 16:00:00

Policja nie ma lekkiego życia. Pokusa aktualnie rządzących polityków używania jej do celów niekoniecznie zgodnych z ustawą o policji (a także powagą i zdrowym rozsądkiem) jest wielka.

 
Wiele sił i środków muszą używać służby porządkowe na ochronę tzw. miesięcznic smoleńskich, „zgromadzeń cyklicznych”, w których uczestniczy grupa osób, która w sposób dość osobliwy czci pamięć o katastrofie lotniczej z 2010 roku. Pod szczególną pieczą mundurowych jest prezes jednej z partii, co miesiąc przemawiający do zgromadzonych z wysokości drugiego stopnia drabinki.
Uzbrojeni ludzie w mundurach są już na stałe przy gmachu na ul. Wiejskiej w Warszawie. Rozstawiają tam coraz więcej metalowych barierek, szlabanów oraz kolejne posterunki. Żaden niepełnosprawny na wózku nie ma szans na ponowne wdarcie się do tej świątyni majestatu państwa jednej partii.
Naszej policji doszedł w ostatnich czasach jeszcze jeden obowiązek - strzeżenie pomników. Dzień i noc dwóch funkcjonariuszy pilnuje pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej, postumentu przedstawiającego czarne marmurowe schody (trap samolotu?) ustawionego na placu Piłsudskiego. Nie wiadomo, o co chodzi: czy zagrożony jest sam pomnik, który może np. zostać zaatakowany, czy w niebezpieczeństwie są zbliżający się do niego ludzie?
Jest to niezrozumiałe, bo dotychczas żaden pomnik w Polsce nie był pilnowany, na wiele z nich można się wspiąć, usiąść i zrobić sobie zdjęcie (żeby daleko nie szukać – pomnik Zygmunta Krasińskiego w Opinogórze). O ile wiem, nie jest to karalne (byle nie brudzić). Po co więc policja?
No, ale dość tego opisu trudnej i niebezpiecznej strony policyjnej służby. Na szczęście są też sukcesy w postaci schwytania niebezpiecznych przestępców. Czytelnik jednego z lokalnych portali podesłał mi pełen dramaturgii opis akcji aspiranta W.
„Niecodzienny przebieg miała podróż na sobotnią, popołudniową służbę dzielnicowego asp. Sławomira W. Policjant jechał do komisariatu w Jabłonnie, korzystając z miejskiego transportu. Autobus dojeżdżał do przystanku na ulicy Modlińskiej i asp. W. miał właśnie wychodzić, gdy niespodziewanie zauważył idącego ulicą Źródlaną mężczyznę, który łudząco przypominał poszukiwanego listem gończym przez KPP w Ciechanowie. Dzielnicowy zmienił swoją codzienną marszrutę i postanowił śledzić mężczyznę. Jednocześnie o swoich działaniach poinformował dyżurnego z komisariatu w Jabłonnie. Ten natychmiast udzielił dzielnicowemu wsparcia, wysyłając do pomocy umundurowany patrol. Asp. W. szedł za mężczyzną i szukał dogodnej okazji, aby skoordynować pracę patrolu i bezpiecznie sprawdzić swoje podejrzenia. Dzielnicowy wyczekał moment, kiedy mężczyzna nieświadomy dyskretnego towarzystwa wychodził z jednego z supermarketów. Wówczas wraz z umundurowanymi policjantami z komisariatu w Jabłonnie przystąpił do działania. Funkcjonariusze podjęli interwencję i poinformowali mężczyznę o swoich podejrzeniach względem niego.
Mężczyzna próbował zwodzić funkcjonariuszy. Przekonywał, że nie jest poszukiwany i zapewniał, że nie nazywa się tak, jak osoba poszukiwana przez komendę w Ciechanowie. Jednak widząc nieustępliwość policjantów z Jabłonny, podał swoje prawdziwe dane i potwierdziły się podejrzenia dzielnicowego, że jest to Mariusz N., który od 7 maja br. był poszukiwany przez komendę w Ciechanowie w celu doprowadzenia do aresztu”.
Policjanci z Jabłonny odprowadzili, przepraszam... doprowadzili Mariusza N. do jednego z warszawskich aresztów. Pewnie zżera państwa ciekawość – jakie przestępstwo popełnił Mariusz N. z Ciechanowa, że rozesłano za nim listy gończe, a on sam musiał wyjechać aż do Jabłonny?
Poważne. W 2015 roku „jechał transportem publicznym na gapę”. Otrzymał za to wyrok - 30 godzin pracy społecznie użytecznej. Do pracy jednak się nie zgłosił i stąd list gończy.
List gończy to nie żarty. Dawniej takie ogłoszenia zaczynały się od wysokości nagrody za ujęcie poszukiwanego typa, potem było jego zdjęcie, a na końcu formułka „alive or dead”. I przybijano je gwoździem na ścianie baru, dworca kolejowego i do grubej lipy w środku miasteczka. Teraz są na stronach internetowych policji i w prasie lokalnej („TC”, poza nielicznymi wyjątkami, nie publikuje takich komunikatów) oraz w... pamięci spostrzegawczych policjantów.
Ale najważniejsze, nie ma już formułki „żywy lub martwy”. Mariusz N. miał szczęście, a społeczność Jabłonny odetchnęła z ulgą. Przestępca na pewno zamierzał uprawiać tu swój niecny proceder, jeżdżąc lokalna komunikacją na gapę.

 Ryszard Marut

 Aha, na stronie policji w Legionowie można zobaczyć schwytanego groźnego przestępcą i dzielnych aspirantów...


autor: red

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz