Tygodnik Ciechanowski

Poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Zbombardować Mławę, gonić bolszewika

05.08.2018 13:00:00

Od kilku lat w końcu sierpnia północnomazowieccy chłopi - tak jak ongiś u Adama Mickiewicza - „Co krok wstrzymują woły i podjezdki w bronie / I poglądają z trwogą ku zachodniej stronie [...]”. No dobrze, nie woły ino ciągniki, nie podjezdki tylko kombajny. Ale wstrzymują. I tak przez 10 lat. Wiadomo, że Niemcy napadną, przyjdą od strony Uniszek Zawadzkich rano 1 września. A my będziemy się bohatersko bronić. Aż tu nagle jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość na Mławę i okolice – nie będzie w tym roku wojny!

 Miasta nie stać na to, żeby co roku prowadzić wojnę obronną, a na dodatek ciągle ją przegrywać. Samo zwycięstwo moralne, artystyczne i promocyjne to za mało.

Starcie wojsk polskich i niemieckich na polach między Uniszkami Zawadzkimi a Mławą z roku na rok stawało się bardziej kosztowne. Publiczność oczekiwała mocniejszych wrażeń, więcej czołgów, samolotów i mięsa armatniego, a tu coraz trudniej o żołnierza, sprzęt i źródła finansowania.


Nie wiadomo, ile dokładnie kosztowała bitwa stoczona przez atakującą pozycję mławską Dywizję Pancerną Kempf i broniącą się na tym odcinku 20. Dywizję Piechoty w dniach 1-3 września 1939 roku (pewnie policzy to dokładnie poseł Arkadiusz Mularczyk). Wiadomo za to, że w 2013 r. całkowity koszt wydarzeń pod Mławą (bitwa, bombardowania, ucieczka ludności cywilnej, akcje ratunkowe i... występy artystyczne) wyniósł 220 tys. zł, z czego 100 tys. zł trzeba było wydać na same pola bitewne pod Uniszkami Zawadzkimi. Dodajmy, że Niemcy i Polacy też nie powalczyliby sobie za te 100 tys. zł tak, jakby chcieli. Rekonstrukcję, jak zawsze, wsparli sojusznicy, przepraszam, sponsorzy, którzy dorzucili na ten szlachetny cel 135 tys. zł.

Rok później było podobnie - 237 i 100 tys. zł (wkład sponsorów 97 tys. zł), a w 2017 roku na „1 września” wydano już prawie 350 tys. zł, przy czym połowę tej kwoty przeznaczono na bitwę (wpłaty sponsorów 116 tys. zł).


Zbliża się kolejny wrzesień („kiedy runą żelaznym wojskiem”), więc burmistrz znów próbował zmobilizować ludność, znaleźć darczyńców i miłośników militariów, by stanąć na polu bitwy, a tu... niespodzianka. Wojska zaciężne z Military Art. Sp. z o.o. z Teresina k. Sochaczewa za swoje usługi zażyczyły sobie aż 268 tys. zł! Okazało się, że nie można „spiąć budżetu”, na takie pieniądze miasta przygranicznego po prostu nie stać. Innych zbrojnych zastępów, tańszych i chętnych do działań zaczepnych i obronnych, nie udało się znaleźć.

Tu ważna uwaga: obecnie bitwy niemiecko-polskie z 1939 r. (nie tylko pod Mławą) finansuje głównie strona polska. Nie tak jak 79 lat temu. Wtedy Niemcy uzbroili się, zorganizowali i przedarli przez granice naszego kraju we własnym zakresie, głównie za swoje pieniądze.
My też broniliśmy się za swoje. Dziś Niemcy nie chcą dać nawet grosza, burmistrz sam musi zadbać zarówno o wroga, tzn. umundurować go, uzbroić, wyposażyć w sprzęt do bombardowania, zabijania i palenia, jak i o obrońców. Przy czym Niemcy muszą wyglądać jak żywi, Polacy zresztą też.

Na szczęście wojna w tym roku nie ominie mławian zupełnie. Jak podała tydzień temu „Gazeta Mławska”, burmistrz obiecał mieszkańcom miasta atrakcje w postaci zbombardowania rynku. Odbędzie się to już 24 sierpnia, na tydzień przed terminem. Tego samego dnia zorganizowany zostanie też piknik militarny, na którym będzie można obejrzeć m.in. niemiecki czołg Leopard 2.
Nie jest to oczywiście czołg zdobyty na wrogu w 1939 r., ale sprzęt „pozyskany” dla wojska polskiego w 2002 r. od zaprzyjaźnionej w ramach NATO Bundeswehry. A tak przy okazji warto dodać, że od lipca br. w Bundeswehrze będą mogli służyć obcokrajowcy, bo brakuje rodowitych Niemców (władze bardzo liczą na mieszkających tam Polaków).

Zanim będziemy mieli wrzesień 1939 r. w Mławie, uboższy bo uboższy, ale zawsze, już 15 sierpnia czeka nas bitwa z Sowietami pod Ciechanowem. Na polach pod Sarnową Górą mają się spotkać, tak jak w 1920 r., wojska polskie (pododdziały 5. Armii gen. Sikorskiego) i radzieckie (4. Armia), by odbić z rąk bolszewików m.in. Ciechanów.
Cały ciężar finansowy jej zorganizowania spoczywa na samorządzie gminnym w Sońsku. Sprawa jest o tyle łatwiejsza, że  tu zawsze wygrywają Polacy. W finale potrzebny jest jednak oddział konnicy, który z szablami w dłoniach popędzi za wrogiem z okrzykiem: „Bolszewika goń, goń, goń!”. A to znacznie podnosi koszty całej bitwy.
Ryszard Marut

 

autor: red

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz