Tygodnik Ciechanowski

Sobota, 18 sierpnia 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Ukraina: Daleki bliski wschód

09.08.2018 22:00:00

Wschodni sąsiedzi są nam bliscy: geograficznie, historycznie i mentalnie, ale równocześnie dalecy. Powód jest prosty i smutny - oddziela ich od nas prawdziwa granica. Taka z posterunkami pograniczników, zasiekami, pasem zaoranej ziemi i wyznaczonymi przejściami. Przez tę granicę, a także przez „odmienność losu” w ostatnich 30 latach Ukraina, a także Białoruś i Rosja nie są pożądanym celem wyjazdów Polaków. Jeśli już to dla starszej generacji jako podróż sentymentalna. Szlakiem polskich zamków i posiadłości magnackich, bitew, kościołów i cmentarzy... Ale to nie jest przecież cała Ukraina.

Ukraińskie drogi
to dla nas już lekki szok. Szybko zapomnieliśmy o „polskich drogach” lat 80. i 90.
U naszych sąsiadów w miarę przyzwoicie jeździ się tylko po drogach głównych, np. Chełm - Kijów, gorzej po obwodowych (np. Łuck - Równe), a tragicznie po lokalnych. Zapamiętałem z ub. roku serię dziur w centrum miejscowości Powursk k. Kowla. W tym roku czekały na mnie te same, tylko większe i głębsze. Nie widać, żeby na Wołyniu masowo budowano lub modernizowano jakieś arterie. Jedyny kawałek szosy, dosłownie kilka kilometrów, na której kładziono nowy asfalt, zauważyłem na trasie Łuck - Kowel. Dla porównania – po polskiej stronie na kilkudziesięciu kilometrach trwa budowa trasy ekspresowej S-17 Lublin - Warszawa. Olbrzymie ilości maszyn, wiadukty, tunele, nasypy. Większość zatrudnionych tu pracowników fizycznych to... Ukraińcy.
Pojazdy poruszające się po drogach Wołynia - samochody, autobusy, karetki pogotowia - mają swoje lata. Spotkać można jeszcze zaporożce, moskwicze, łady i gruzawiki pamiętające czasy Breżniewa… Nie znaczy to jednak, że obok nie przemknie luksusowe audi lub mercedes.
Transport publiczny jest nieźle rozwinięty i stosunkowo tani. Często kursują pociągi lokalne (elektryczki), zdezelowane autobusy oraz busiki zwane tutaj marszrutkami. To patent wschodni (kiedy jedzie?, gdzie jedzie?, czy w ogóle pojedzie?), korzystanie z tej formy transportu wymaga trochę wiedzy. Można ją jednak bez problemu nabyć, pytając pierwszego lepszego lokalsa.
Sklepy, restauranty, cafe bary, przystanki autobusowe... Wiele tych obiektów wygląda jak w czasach Związku Radzieckiego. A wsie? Niektóre przypominają te nasze sprzed 50 lat: drewniana zabudowa, woda ze studni, piaszczyste drogi. Tylko kolorystyka tu inna – okna i drzwi najczęściej malowane są na niebiesko, kolor ten spotyka się również na płotach. Na ścianach często pojawia się również kolor żółty. Tylko struktura pól inna niż w Polsce - pozostałość po kołchozach. Od końca do końca widzisz kukurydzę, zboże lub słonecznik. Albo znów po horyzont pastwiska, często porośnięte kępami tarniny i ostrężyny, na których często zobaczysz... konie (prawdziwe wiejskie konie!)...

 Mieszkać na Ukrainie, pracować w Polsce…

To marzenie niejednego mieszkańca Wołynia. Trudno znaleźć rodzinę, z której przynajmniej jedna osoba nie zasmakowała pracy po zachodniej stronie granicy. Tak przez lata funkcjonowała Larysa. W Warszawie przepracowała prawie 10 lat, wracając zgodnie z przepisami co jakiś czas do swojego Powurska. Opiekowała się starszymi osobami, pielęgnowała niepełnosprawnych, sprzątała u ludzi i w biurach. Solidna, dokładna, punktualna. Potrafi też smacznie ugotować i zrobić przyjęcie. Nic dziwnego, że była wprost rozchwytywana – polecano ją sobie i przekazywano z rąk do rąk. Bywały miesiące, że pracowała od świtu do nocy, zarabiając nawet 5 tys. zł. Dla Ukraińców to wielkie pieniądze. Larysa zainwestowała je w domek pod Kowlem. Kupiła starą, rozwalającą się chałupę, która po każdym jej pobycie w Polsce zmieniała się w przyzwoite lokum.
Teraz już zdrowie i wiek (55 lat) nie pozwalają jej na taką harówkę, ale na miesiąc, dwa chętnie wyskoczyłaby popracować do Polski.
Koleżanka Larysy, młodsza o 10 lat Wiera, ma też od lat stałych pracodawców - zbiera pieczarki pod Lublinem. Kiedy nadchodzi czas zbiorów, dostaje telefon od właściciela i natychmiast melduje się na farmie. Jest tam kilkanaście Ukrainek w różnym wieku. Dobre warunki pracy i płacy, solidny pracodawca. W sumie pół roku tam, pół roku u siebie, z rodziną. Wszystkim taki układ odpowiada.
Ukraińcy żyją biednie. Wyliczono, że poziom dochodów jest 3-krotnie niższy niż w Polsce, a 5-krotnie niż w Niemczech.
Średnia płaca na Ukrainie to ok. 1200 zł, ale np. młoda osoba po studiach może zarobić zaledwie 600-800 zł. Trochę lepsze płace są w Kijowie i innych większych miastach, ale na prowincji trzeba przeżyć nawet za 300-400 zł.
A ceny w sklepach są podobne jak w Polsce. Nabiał, mięso i ryby nawet droższe.
Średnia ukraińska emerytura ok. 200 zł to już dramat. Rodziny mieszkające na wsi lub mające tam działkę są w lepszej sytuacji. Można poratować się płodami ziemi (ziemniaki, kapusta, ogórki), utuczyć świnię, hodować krówkę.

Ryszard Marut

Cały artykuł w aktualnym wydaniu TC

autor: Ryszard Marut

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz