Tygodnik Ciechanowski

Sobota, 16 lutego 2019

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Polubić poniedziałek

31.01.2019 10:00:00

W ubiegłym tygodniu w poniedziałek (21 stycznia) przeżyliśmy najbardziej depresyjny dzień w roku – Blue Monday. Ustalono bowiem (kto i na jakiej podstawie? - o tym później), że trzeci poniedziałek stycznia kumuluje w sobie tyle złych wrażeń, doznań i emocji, że trzeba go zaznaczyć w kalendarzu, napiętnować i starać się jakoś przeżyć.

O niebieskim poniedziałku 21 stycznia w zasadzie powinienem napisać tydzień temu i uprzedzić, ale skrobiąc te konteksty najczęściej w poniedziałki nie chciałem budzić licha. A nuż dopadnie mnie i moich czytelników ta wszechogarniająca depresja i do cna sponiewiera?
Poniedziałek w ogóle to nie jest ulubiony dzień tygodnia. Psioczymy wraz z jego nastaniem, hejtujemy go w internecie, przypisujemy mu najgorsze rzeczy, bo to trzeba się jakoś ogarnąć, pójść do nudnej i nisko płatnej pracy i zmierzyć się z problemami. A do weekendu ho, ho... Nikt nie nazwie pierwszego dnia tygodnia poniedziałeczkiem, za to o piąteczku, piątuniu mówią i marzą wszyscy.

Tak więc poniedziałek pasował jak ulał, żeby przypisać mu jeszcze miano najbardziej depresyjnego dnia. A dlaczego trzeci styczniowy? Otóż niejaki Cliff Arnall z Uniwersytetu Cardiff w Walii opracował „naukowy wzór” na najbardziej depresyjny dzień na półkuli północnej. Uznał, że na początku stycznia w naszej szerokości geograficznej coraz bardziej zaczyna nam dokuczać brak słońca i krótkie dni. Przeszły święta Bożego Narodzenia, które rozjaśniały nieco i umilały rzeczywistość, minęły z wielkim hukiem imprezy sylwestrowe (w Zakopanem polewali się szampanem). Po tym wszystkim zostały nam puste kieszenie, debety i niespłacone kredyty. Poza tym już wiemy, że znów nie udało się nam spełnić noworocznych obietnic, mamy niski poziom motywacji i poczucie konieczności podjęcia działań. Arnall zebrał to wszystko do kupy i zapisał w postaci wzoru. Uniwersytet jednoznacznie odciął się od tezy Arnalla (który zresztą już tam nie pracuje), słusznie uznając, że jest to pseudonauka.
Wiadomo, że niektóre wartości użyte do wzoru rzeczywiście są niemierzalne, inne czynniki pasują jak pięść do nosa. Podejrzewa się też, że Cliff Arnall „odkrył” Blue Monday na zlecenie agencji turystycznych, które chciały w tym martwym sezonie wysyłać klientów do ciepłych krajów. Tak czy inaczej, Arnall sklecił wzór i ukuł termin, a głupota poszła w świat i od 2005 roku w okolicach 20 stycznia zaczyna się histeria. Mówi się coraz więcej o depresji (to akurat jest pozytywne), liczone są samobójstwa w kolejne poniedziałki, porównuje się ubiegłe lata, żeby udowodnić tezę.
Oczywiście nie da się. Depresja dopada ludzi zarówno w styczniu, jak i w lipcu, może to być poniedziałek albo sobota, na półkuli północnej lub południowej. Mój kuzyn targnął się na życie w jednym z najdłuższych dni, w środku pięknego lata...

No, ale póki jesteśmy w okolicach „blue monday’a”. Jak walczyć z tą chorobą w tym czasie radzą lekarze, psycholodzy, psychiatrzy. Najpierw spróbujmy pomóc sobie sami: zaplanujmy sobie czas, ustalmy szkielet planu zajęć; zachowajmy balans między wypoczynkiem a pracą; otaczajmy się ludźmi – spróbujmy samego siebie namówić na spotkanie towarzyskie; zadbajmy o lepszy sen; zmuśmy się do regularnego wysiłku fizycznego (spacery, rower, bieganie). Spróbujmy przywrócić dobre wspomnienia związane z latem, dzieciństwem, udanymi wakacjami...
No a miniony poniedziałek 21 stycznia? Toż to był Dzień Babci… Też w większości miłe wspomnienia.
Poza tym niebieski poniedziałek zawsze można  zastąpić czarnym piątkiem y, albo... handlową niedzielą

 Ryszard Marut.

autor: red

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz