Tygodnik Ciechanowski

Środa, 20 marca 2019

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Kontekst. O jedno zdjęcie za daleko

10.03.2019 11:00:00

Fotografowanie i nagrywanie filmików bywa bardzo niebezpiecznym zajęciem. Jako turyści zaglądamy w każdy kąt świata, a tam... siedem cudów. No i jak tego nie uwiecznić, jak nie wysłać znajomym, nie umieścić na fejsie. Ze swoją twarzą na pierwszym planie i odpowiednio dowcipnym komentarzem.

Niektóre cuda natury bywają niebezpieczne ze swej natury. Góry, woda, kratery, wulkany, lodowce... Ale nie dla nas! Mina - poza - uśmiech. I już zdejmuje nas mąż, żona, córka, znajomy. Albo ustawiamy się sami na tle - i selfie!
No to parę przykładów. 77- letnia Amerykanka Judith i jej syn (też pełnoletni) wybrali się do Islandii. Tam poszli na spacer po lodowcowej lagunie Jökulsárlón. Przy brzegu pani Judith zauważyła bryłę lodu przypominającą tron. Rozparła się więc na lodowym tronie, syn przygotował sprzęt, połączył się z wnuczką online (żeby podziwiała) i zaczął kręcić. Nagle nadpłynęła wielka fala i babcia odpłynęła wraz ze swoim tronem w stronę otwartego oceanu. Robiło się niebezpiecznie. Dobrze że w pobliżu był jakiś wilk morski przeszkolony z zakresu ratownictwa. Rzucił się na ratunek Amerykance i sprowadził ją do brzegu.
Cała historia została dokładnie uwieczniona na smartfonie przez syna i udostępniona na Fb przez wnuczkę. Lajków było co niemiara. Babcia Judith stała się „bohaterką”, nie zabrakło też jej wpisu. Uśmiechnięta na dryfującym lodzie komentuje: „Zawsze chciałam być królową, to była moja szansa”. Królowa głupoty?


Inny akwen i inna królowa. 43-letnia ciechanowianka też chciała mieć swoje pięć minut (i pamiątkową fotografię?) z kąpieli w zalewie na Krubinie. W tym celu w ubiegły piątek wieczorem wjechała swoim samochodem do zbiornika wodnego. Ujechała jakieś 6-7 metrów od brzegu, dalej się nie dało. Auto powoli zaczęło się zanurzać. Po jakimś czasie nadjechała policja i rozpoczęła akcję ratunkową – policjanci weszli do wody, wybili szybę i wyciągnęli kobietę zanurzoną już po szyję. Straż pożarna i ratownicy medyczni, którzy zjawili się w drugim rzucie, dopełnili reszty. Sprawdzono stan kobiety (była cała i zdrowa), zbadano zawartość (było 2,5 prom.). Obecności tzw. osób trzecich nie stwierdzono – ani w samochodzie, ani w wodzie. A zdjęcia? Oczywiście były. Zrobili je policjanci, tylko za mało ujęć i niezbyt ostre. Jest woda, jest na wpół zanurzony samochód i krzątający się strażacy... Nie ma jednak ani postaci, ani twarzy naszej bohaterki. Facebook był niezadowolony.

A teraz koniec żartów. Bezsensowna chęć zrobienia atrakcyjnego zdjęcia może się skończyć najgorszym. Jest już na to wiele przykładów. Oto trzy z ostatnich lat.
Niedawno miałem okazję zobaczyć jeden z norweskich lodowców - Nigard. Z ciekawością, ale i należytym respektem podchodziliśmy pod czoło lodowca, z którego wyrywała kipiąca rzeka. Teren bezpieczny dla zwiedzania odgrodzony był barierką, napisy przestrzegały przed zbytnim zbliżaniem się do ściany. Przewodnik jakby dla przestrogi opowiedział o tragedii, która tam się rozegrała. W sierpniu 2014 roku małżeństwo Niemców wraz z dziećmi i przewodnikiem wybrało się na wycieczkę po lodowcu. W pewnym momencie rodzice przekroczyli bariery (wykorzystując nieuwagę przewodnika) i chcieli się utrwalić na tle kipieli, a dzieci w wieku 8 i 10 lat miały ich fotografować. Nagle pod kobietą i mężczyzną załamał się lód, wpadli w przepaść i zginęli. Okazało się, że znaleźli się na miejscu, w którym woda z lodowca wydrążyła koryto pod lodem.

Ten sam rok, a nawet ten sam miesiąc. Klif Cabo da Roca nad Atlantykiem. Miejsce wręcz kultowe, bo to najbardziej na zachód wysunięty punkt kontynentalnej Europy. Małżeństwo mieszkających w Portugalii Polaków wraz z dwójką dzieci (5 i 6 lat) jest wśród dużej grupy zachwycających się widokami. Ale jeszcze trzeba to w różnych pozycjach uwiecznić na fotkach. Oboje spadają z wysokości prawie 100 m, a dzieci są tego świadkami.

Fotografowanie także zakończone śmiercią miało miejsce w naszych Tatrach w ub. roku. Na Orlej Perci kobieta przekazała aparat innej osobie, a sama szukała dobrego miejsca. Cofnęła się o krok za daleko…

Jakieś wnioski? Może takie: nie spieszmy się z tymi fotografiami przedśmiertnymi.

Ryszard Marut

Aktualizacja, z ostatniej chwili

Kobieta odwiedzająca zoo w amerykańskim Phoenix w stanie Arizona pokonała ogrodzenie wybiegu dla jaguarów, by zrobić sobie zdjęcie z drapieżnikiem. W efekcie została zaatakowana przez niebezpiecznego kota .Doznała obrażeń ciała niezagrażających jej życiu... (TVN24)

autor: red

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz