Tygodnik Ciechanowski

Środa, 19 czerwca 2019

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Wolne krowy zabije się po wyborach

29.05.2019 08:30:00

To, co w Indiach jest od wieków normalne, u nas na razie wydaje się nie do zaakceptowania. Krowy na wolności!? Chodzące swobodnie po drogach i bezdrożach, skubiące trawę i polegujące gdzie popadnie, a do tego robiące kupy?

 Co najmniej od 10 lat w Lubuskiem żyje stado krów, które nie ma właścicieli ponieważ 57-letni bracia bliźniacy (z Ciecierzyc zresztą), do których należały zwierzęta,od dłuższego czasu nie są w stanie nad nimi zapanować. Ponieważ krowy nie miały opieki, więc poszły w świat, gdzie je oczy poniosą. A że w tę wędrówkę zabrały się również buhaje, nic więc dziwnego, że stado sukcesywnie się powiększało, aż doszło do 185 sztuk (jeśli ktoś dobrze policzył, bo to wcale nie jest takie łatwe).
Wolna grupa bydlęca, która egzystuje w gminie Deszczno nad Wartą na popegeerowskich łąkach, od dłuższego czasu budzi w regionie skrajne emocje. Teraz ich sprawa nabrała rangi ogólnokrajowej. Hodowcom bydła (dawniej: chłopom) nie podoba się, że krowy nie są dojone i wchodzą im w szkodę. Unii Europejskiej, że nie są ucywilizowane, nie posiadają paszportów oraz kolczyków na uszach. Weterynarzom, że nie mogą ich zaszczepić, a inseminatorom, że ośmielają się rozmnażać bez ich udziału. Wolne krowy mają te wszystkie zastrzeżenia tam, gdzie zaczynają się im ogony. Pasą się, odpoczywają, porykują, latują i rozmnażają się.


Aż doszło to do rządu. Główny weterynarz kraju (zapewne za wiedzą i zgodą ministra rolnictwa) podjął decyzję, że stado trzeba zutylizować (czytaj: zabić i spalić), bo zwierzęta zdziczały, na pewno nie są zdrowe i mogą być nosicielami różnych chorób. Wykonano już pierwsze kroki: krowy schwytano i zapędzono do ogrodzenia, minister wyasygnował na ich zabicie 350 tys. zł. Ale w sprawę wmieszali się animalsi różnej maści, miłośnicy zwierząt, ekolodzy, etycy, naukowcy, wegetarianie... No i oczywiście – dziennikarze i cykliści.
- Nie pozwolimy na mordowanie krów – zakrzyczeli jednym głosem. Równocześnie rozpoczęła się akcja szukania miejsca dla wolnych krów. Farmy, schroniska, azyle zwierzęce i gospodarstwa ekologiczne z całego kraju zgłaszały chęć przygarnięcia bydlęcia. W miniony weekend przed gmachem Ministerstwa Rolnictwa w Warszawie oraz przed zagrodą wolnych krów w Lubuskiem pikietowali obrońcy bydlęcego życia, odgrażali się, że nie pozwolą na zabijanie zwierząt. Wskazywali na alternatywne rozwiązanie: przebadanie stada i skierowanie zdrowych krów do azylów.
Akurat był to czas wyborów  do Parlamentu Europejskiego, więc egzekucję odroczono. Krwawa jatka bydlęca mogłaby fatalnie wpłynąć na wizerunek rządzących, w tym na Wielkiego Miłośnika Kotów. A może ktoś przeczytał, że wg hinduistów zabicie krowy pociąga za sobą konsekwencje karmiczne – ten, kto skrzywdził zwierzę, w kolejnym wcieleniu zostanie przez nie pożarty.

Kilka tygodni temu w Kadzidle na Kurpiach głos w sprawie krów zabrał prezes Jarosław Kaczyński. Wprawdzie nie tych z Lubuskiego, ale generalnie wszelkiej zwierzyny w kraju. Zaproponował ni mniej, ni więcej tylko 500 złotych każdemu, kto weźmie na utrzymanie krowę (świnię zresztą też, chociaż za mniejsze pieniądze).
To może by tak zacząć od wolnych krów z Lubuskiego?

 Ryszard Marut

autor: red

Komentarze Internautów (1)dodaj komentarz

  • Lewar, 2019-05-29 12:30:13
    ale...
    W Indiach ludzie rodzą się i umierają na ulicy to u nich normalne...