Tygodnik Ciechanowski

Piątek, 15 listopada 2019

Powstanie z perspektywy mazowieckiej prowincji

10.08.2019 09:00:00

Wiadomości o wybuchu powstania warszawskiego 1 sierpnia 1944 r., a także o pierwszych walkach na ulicach stolicy szybko dotarły poza granice Warszawy. Jednak pierwsze nadzieje jakie wiązano z powstaniem zostały wkrótce przyćmione przez hiobowe wieści na temat bezwzględności Niemców wobec powstańców oraz niespotykanej wręcz masakrze ludności cywilnej.

 Zwłaszcza zagłada ludności na Woli ("rzeź Woli"), kiedy to w dniach od 5 do 8 sierpnia 1944 r. zginęło około 50-60 tysięcy cywilnych mieszkańców stolicy (1/3 wszystkich ofiar cywilnych powstania warszawskiego), w tym również setki kobiet, dzieci, osób starszych oraz chorych ze stołecznych szpitali, wywołała przerażenie i smutek. Choć jeszcze wtedy nie zdawano sobie sprawy z faktu, że była to największa jednorazowa masakra ludności cywilnej w czasie II wojny światowej, jednak instynktownie wyczuwano, że dokonała się wielka tragedia. Brak wieści od bliskich, znajomych, a także tych, którzy w stolicy pracowali, ukrywali się lub walczyli w konspiracji, często pod zmienionym nazwiskiem, i tylko dostrzegalne na horyzoncie łuny płonącej Warszawy, były dopełnieniem tragedii tamtych dni.

Ówczesną atmosferę jaka panowała w miastach i wsiach północnego Mazowsza, w większości - przypomnijmy - leżących na terenie rejencji ciechanowskiej, dobrze obrazuje przywoływana już przeze mnie nieraz kronika parafii Klukowo, spisana przez ks. Marcelego Przedpełskiego. Jej autor w pierwszych dniach sierpnia 1944 r. zanotował: "Aby uprzedzić bolszewików przed wejściem do Warszawy i wziąć potem Niemców w dwa ognie, powstańcy polscy sami chwycili za broń i rozpoczęli na ulicach Warszawy walkę nierówną z Niemcami, walkę na śmierć i życie. Liczono widać, że i bolszewicy wkrótce nadciągną i połączonymi siłami wyprą Niemców ze stolicy. Tymczasem bolszewików odparto, a oni biedni straceńcy zostali sami. Niemcy teraz zaczęli się mścić nie tylko na nich, ale i na całej ludności Warszawy. Palili z samolotów całe ulice i całe ulice wyrzynali. O ucieczce nie było mowy, bo miasto było opasane wojskiem. Kto się chciał przedrzeć - kobiety i dzieci - wszyscy ginęli. Stała się więc rzecz straszna, nieopisana ! Widzieliśmy przez kilka dni i nocy ten pożar Warszawy i zdawało się nam, że był większy niż w 1939 r. Zapanował wielki smutek wszędzie bo każdy miał tam kogoś krewnego czy znajomego. Pożar Warszawy trwał 5-8 VIII. Samoloty niemieckie raz w liczbie 26 (dnia 6 VIII), drugi raz dnia 8 VIII w liczbie 24 przewoziły tędy bomby na Warszawę".

Następne dni przynosiły nowe wieści - skrzętnie odnotowywane przez klukowskiego proboszcza - o samolotach radzieckich zrzucających bomby w okolicach Pułtuska, Nasielska, Nowego Miasta, Klukowa, o panice wśród okolicznych Niemców, o walkach nad Narwią i Wisłą, o zbliżających się wojskach sowieckich i o oczekiwanych zrzutach alianckich na obrzeżach Warszawy. Ale nadzieje na ruszenie się Sowietów z prawobrzeżnej części stolicy i powodzenie zrywu powstańczego były coraz bardziej nikłe. Po czterech tygodniach powstania ksiądz Przedpełski pod datą  25 sierpnia zapisał: "Bohaterska Warszawa jeszcze się broni. Od początku wybuchu powstania co dzień i co noc widać stamtąd ognie i słychać detonacje. Cały naród współczuje z cierpiącą stolicą, która  się tak dzielnie broni. Dotychczas są podobno zburzone kościoły: Panny Marii [na Nowym Mieście - L.Z.] i katedra, nadto znany "drapacz chmur" [Prudential - L.Z.] i wiele innych. Mimo wszystko powstańcy bronią się". Natomiast 31 sierpnia zamieścił ostatni wpis na temat powstania: "Bohaterska Warszawa broni się już 6-ty tydzień swoimi własnymi siłami".

Jeszcze 18 września 1944 r. ks. Marceli Przedpełski odnotował wiadomości na temat "setek, jeżeli nie tysięcy 4- i 6-cio motorowych samolotów angielsko-amerykańskich" wiozących "albo desant, albo pomoc dla Warszawy" (jeden z nich Niemcy zestrzelili nad wsią Kątne). Natomiast dwa dni później, 20 września, na wieść o zbliżających się do Golądkowa i Winnicy wojskach radzieckich i panice wśród Niemców, postanowił ukryć swoją kronikę, którą po jakimś czasie wydobył z ziemi i dalej kontynuował, ale wówczas powstanie już upadło. Jak się wkrótce okazało front radziecki stanął w miejscu na kilka miesięcy. Natomiast nasilające się w tym okresie łapanki wśród ludności cywilnej, aresztowania żołnierzy podziemia, a także zbrodnie dokonywane w wielu miejscowościach północnego Mazowszu przez Niemców i Ukraińców były niewątpliwie aktami zemsty za bohaterstwo powstańczej Warszawy. Stąd nie tylko w Warszawie, ale również w wielu miejscowościach mazowieckiej prowincji dni powstania to ciągle żywe wspomnienie przeszłości.  

Leszek Zygner

autor: red

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz