Tygodnik Ciechanowski

Poniedziałek, 27 stycznia 2020

Felieton. (Nie)atrakcyjny Kazimierz

21.11.2019 21:05:00

- A może byśmy tak najmilsi… do Kazimierza... Dlaczego nie?


Kazimierz Dolny jest jedną z najbardziej „rozpoznawalnych marek”, odwiedzanych miejsc, atrakcyjnych turystycznie miejscowości w kraju.
Jest zarówno w programie wielu wycieczek szkolnych i studenckich (studenci normalni i trzeciego wieku), jak i weekendowych wypadów, romantycznych nocy i dni, czy też parogodzinnych przystanków. Od lat jest mekką artystów, filmowców, architektów, pisarzy, dziennikarzy, ekologów, przyrodników... Czy wymieniłem wszystkich?


Wpadłem ci i ja w miniony weekend do uroczego miasteczka nad Wisłą i nie zawiodłem się. Przy okazji dam też odpór mojej sąsiadce zza płota red. Nowakowskiej („Humoreski ponure”) – listopad można polubić! Szczególnie latoś: łagodny, malujący resztkami słońca, jakie mu rok przydzielił, późnojesienne pejzaże. I... ta sama cisza trwa listopadowa…
Takie miejsca można poznawać na różne sposoby w zależności od czasu, jaki chce się na to poświęcić, nastroju, kondycji czy zasobności kieszeni.
Tym, którym się nie spieszy i chcą zaczerpnąć głębiej z przeszłości i klimatu tego szczególnego miasteczka, polecałbym spacer literackim szlakiem „Kazimierz dwóch księżyców”, najlepiej z żywym przewodnikiem (może też być w formie książkowej albo mobilnej).
„Dwa księżyce” to zbiór opowiadań Marii Kuncewiczowej, pisarki, która chyba najbardziej wiernie, a równocześnie literacko opisała miasto: realia społeczne, życie codzienne mieszkańców i bohemy artystycznej, Polaków i Żydów, krajobrazy i architekturę.
Kuncewiczowa wraz z mężem Jerzym (prawnikiem, filozofem, literatem i politykiem) spędziła w mieście nad Wisłą kilkadziesiąt lat życia od roku 1927. Kazimierz zawdzięcza jej (im) wiele – najpierw rozpoznawalność, a potem rosnącą sławę jako miejsce do wypoczynku, piękny zakątek Polski,  do którego trzeba koniecznie wpaść.
„Szlak dwóch księżyców” to przyroda, domy, kościoły, uliczki i zaułki,  przemierzane przez lata przez pisarkę, miejsca gdzie powstawały spostrzeżenia i opinie, tworzyły się wizje i symbole oraz fikcje literackie.
Proszę sobie wyobrazić te wzgórza i te jary lecące ku Wiśle, ten ryneczek kwadratowy obdziergany z jednej strony kamiennymi attykami patrycjuszy, strzeżony przez farę i klasztor Reformatorów oparty o werandę artystyczną Berensa [...] - pisała Kuncewiczowa.
Dziś śladami Kuncewiczowej podąża Monika Januszek-Surdacka, kierowniczka Domu Kuncewiczów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym, dziennikarka i przewodniczka, autorka przewodnika literackiego.Warto się z nią wybrać i posłuchać…
Na koniec jednak kropla dziegciu do tych pięknych obrazów. Dlaczego w tytule felietonu użyłem określenia (nie)atrakcyjny? Czy to miasteczko może być dla kogoś nieatrakcyjne?
Niestety może. Dla samych mieszkańców. Otóż jest to jedno z najbardziej wyludniających się miast w Polsce. W 2008 r. liczyło 3.500 mieszkańców, w 2018 r. już tylko 2.600.  I taka tendencja będzie się utrzymywała. Społeczeństwo Kazimierza starzeje się w stopniu galopującym. Wiele rodzin się wyprowadza, młodzi wyjeżdżają, rodzi się coraz mniej dzieci, nie powstają nowe domy ni osiedla. Jaka jest tego przyczyna?

Po pierwsze – koszty utrzymania są tu znacznie wyższe niż w sąsiednich Puławach czy Lublinie. Za taki sam koszyk dóbr trzeba zapłacić o 20-30 proc. drożej. Nie uświadczysz tu tańszych sklepów sieciowych, a w jedynym w mieście sklepie, który za taki może uchodzić, ceny są zdecydowanie pod turystów.
Po drugie – nie ma tu za wiele miejsc pracy poza branżą turystyczną, która jest już nasycona i w znacznym stopniu sezonowa.
I po trzecie – ceny działek i lokali w mieście są wysokie, przeciętnego mieszkańca miasta, powiatu i regionu nie stać na ich kupno oraz wynajem. Kazimierz nie jest więc ich wymarzonym miejscem na ziemi.
Jedyna nadzieja, że wrócą jako turyści.
 Ryszard Marut

autor: red

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz