Tygodnik Ciechanowski

Niedziela, 16 lutego 2020

fot. Oddział Armii Czerwonej w rejonie Ciechanowa w 1945 r. Autor nieznany.
fot. Oddział Armii Czerwonej w rejonie Ciechanowa w 1945 r. Autor nieznany.

Początek 1945r. na północnym Mazowszu

11.02.2020 14:00:00

Ostatnie wypowiedzi ze świata polityki na temat odpowiedzialności za wybuch wojny, za Holokaust oraz te, dotyczące pytania, co Polsce przyniosła Armia Czerwona w latach 1944 -1945, sprawiają, że nasze dzieje ponownie przyciągają społeczną uwagę. Może więc warto na nie spojrzeć także z perspektywy regionalnej.

W czasie wojny północne Mazowsze wcielono do III Rzeszy jako tzw. rejencję ciechanowską. Już niejednokrotnie opisywano gigantyczną skalę represji, jaką Niemcy zgotowali polskim obywatelom. Wysiedlenia i wywózki na roboty przymusowe, zsyłki do obozów – jeden z nich był w Działdowie - to tylko niektóre z form stosowanych przez „nadludzi”. To także getta i okrutne ludobójstwo dokonane na polskich Żydach. To eksploatacja gospodarcza wsi, masowe aresztowania i liczne, również masowe egzekucje.
Ostatnie tygodnie niemieckiej okupacji… 16 stycznia 1945r. w Płocku rozstrzelano 78 osób. Tego dnia w Ciechanowie ofiarą niemieckiej egzekucji padło 300 więźniów. 17 stycznia na Kalkówce rozstrzelano 364 Polaków. Z 17 na 18 stycznia masowa egzekucja lasach brwileńskich. Nazajutrz ponad 30 osób Niemcy zamordowali w Baranowie. Kolejny dzień to egzekucje w Sierpcu oraz w Płocku. Gdyby liczyć z ofiarami ewakuacji obozu działdowskiego oraz szeregiem zbrodni na mniejszą skalę, to wyjdzie nam pewnie co najmniej półtora tysiąca pomordowanych przez nazistowski totalitaryzm niemiecki w ostatnich, konwulsyjnych jego podrygach na północnym Mazowszu…
Styczniowe uderzenie
Dlatego na północnym Mazowszu niecierpliwie oczekiwano sowieckiej ofensywy. Co prawda członkowie konspiracji niepodległościowej mieli uzasadnione obawy, że nadejście Armii Czerwonej będzie niczym „czerwona zaraza”, która wprawdzie „wybawi od czarnej śmierci”, ale wcale nie przyniesie wyzwolenia. Inaczej oczekiwali Sowietów komuniści. Podczas okupacji nie zbudowali na północnym Mazowszu silnej konspiracji, ale wiedzieli, że po przetoczeniu się frontowego walca - podobnie jak w tzw. Polsce lubelskiej - oni w nowej rzeczywistości będą przejmować władzę.
14 stycznia 1945r.  nad Narwią zagrzmiały armaty. Natarcie 2. Frontu Białoruskiego z rejonu Różana nie od razu przerwało niemieckie umocnienia. Dopiero 16 stycznia przełamano linie obrony. Kolejno zajmowano Pułtusk, Nasielsk, Maków Mazowiecki, Przasnysz, Ciechanów, Mławę, Sierpc i Płock. Płonęły wsie. W pow. pułtuskim zniszczeniu uległo ponad 4 800 zagród, w części miast Mazowsza w ruinę popadło 43% budynków!
„Wyzwoliciele”
W relacjach mieszkańców zetknięcie z żołnierzami zwycięskiej armii przedstawiano zawsze z zachwytem, gdy  wspomnienie powstawało w okresie PRL. Bardziej zróżnicowane bywały opowieści przytaczane już po upadku komunizmu. „Cieszyliśmy się z nadchodzącego wyzwolenia. Pierwsi rosyjscy żołnierze przemknęli przez wieś na saniach…” - zapamiętał mieszkaniec podsierpeckiej wioski - „Mieli na sobie białe, maskujące uniformy i gotowe do strzału automaty. Pewnie jakiś patrol…” Inni mieszkańcy tej miejscowości zapamiętali żołnierzy, jako młodych chłopców, głodnych i okrutnie zmęczonych. „Wpadli do chałupy i pytali – Giermaniec jest? Usłyszawszy negatywną odpowiedź, zabrali z kuchni garnek z gotującymi się ziemniakami i pobiegli dalej. Z oddali słychać było terkot broni maszynowej”.
Mieszkaniec Sierpca mniej życzliwie zapamiętał moment „wyzwolenia”: „Wtargnęli do piwnicy, gdzie ukrywaliśmy się podczas przejścia frontu. Pytali o Niemców. Jeden z żołnierzy ściągnął mi z ręki zegarek”. Zapamiętano też dużo bardziej niebezpieczne okoliczności: „Słychać było o przypadkach gwałtów dokonywanych po wioskach. W sąsiedniej wsi jeden z przezornych gospodarzy przed wejściem Ruskich obciął swym córkom włosy, kazał pomazać się sadzami i ubrać w jakieś łachmany. Nie pomyśleli o tym nasi sąsiedzi. Ojca rodziny  rosyjscy żołnierze postawili pod ścianą, bo usiłował bronić córki. Nie wiadomo jakby to się skończyło, gdyby nie interwencja sowieckiego oficera. U nas na szczęście nic takiego się nie działo. Za to zginęło sporo przedmiotów z domu, w którym żołnierze nocowali…” Jeszcze w maju 1945r. starosta płoński ostrożnie pisał w sprawozdaniu: „stosunek ludności do Armii Czerwonej na niektórych gminach jest nieprzychylny, gdyż w większości wypadków pozbawia ona tę ludność środków żywnościowych, koni, wozów tip, nadto zdarzają się wypadki grabieży z bronią w ręku”. Te ludzkie dramaty towarzyszące przejściu frontu, jak widać powtarzały się jeszcze wiele miesięcy później. Trudno tez mówić o jednostkowym wymiarze tych traumatycznych doświadczeń… Obecność Czerwonej Armii niosła z sobą nie tylko upragniony kres niemieckiej okupacji…
Nowa władza
Przed oddziałami wchodzącymi do poszczególnych miejscowości ujawniały się lokalne struktury Polskiej Partii Robotniczej i Armii Ludowej. Często powstawały one dopiero teraz… W Ciechanowie pierwsze spotkanie PPR odbyło się 25 stycznia 1945r.. Podczas zebrania opisano wojenną „aktywność”: „Komitet powiatowy w składzie sześciu osób przystąpił do pracy, podczas której stracił towarzysza Gwiazdowicza, który był sercem komitetu, w międzyczasie drugi trafił do obozu i praca była prowadzona z tytułu zrozumienia a nie dyscypliny partyjnej”. Innym razem stwierdzano, że spotkania nie odbywały się „z powodu ciężkich warunków”. Ten przykład wydaje się charakterystyczny dla całego regionu. Wprawdzie nie wszędzie aktywność konspiracyjna komunistów wyglądała tak mizernie, jak w Ciechanowie, ale nie przeszkadzało to miejscowym pepeerowcom wchodzić w konszachty z sowieckimi komendanturami wojennymi, by z ich nadania oddziaływać na powojenną rzeczywistość. Tę „aktywność” bardzo oględnie wspominał wojewoda warszawski Michał Gwiazdowicz. „W Działdowie sekr. Pow. PPR przywłaszczył sobie cudze krowy, terroryzował mieszkańców, nawet członków własnej partii (…). W Ciechanowie starosta Koźlewski [w rzeczywistości chodziło o Walerego Kozarzewskiego – burmistrza Ciechanowa- WB] i UB składające się z jego synów i kuzynów (…)ogrodził się zasiekami z drutów kolczastych, zaaresztował 150 ludzi, wsadził do piwnic i ponad 300-ta kazał wysiedlić do Rosji.”
Aresztowania
Ta współpraca była skierowana przeciw niepodległościowcom. Funkcjonariusze NKWD dokonywali aresztowań osób podejrzanych o przynależność do struktur Polski Podziemnej. Mieli rozpoznany teren dzięki sowieckim spadochroniarzom, kilka miesięcy wcześniej zrzucanym na zapleczu frontu. Podejmowali współpracę z AK pod pozorem wspólnych akcji przeciwko Niemcom, teraz ta wiedza przydała się do aresztowań. Źródłem informacji o polskich patriotach byli także działacze PPR i AL. W ten sposób styczniowe „wyzwolenie” dosyć stawało się pierwszym sygnałem nowego zniewolenia.
Np. w Ostrołęckiem sowieci zatrzymali m.in. kpt. Romana Sadowskiego „Bladego”, dowódcę 3 bat. AK kpt. Kazimierza Stefanowicza „Asa”, kpt. Tadeusza Budnego „Swobodę” wraz z żołnierzami, dowódcę kompanii Czesława Bachmurę „Wira” i wielu innych. Niektórzy wydostali się na wolność, ale wielu trafiło na Wschód jako tzw. wrogowie ludu. Te sytuacje powtarzały się. Mylił się wojewoda Gwiazdowicz, sugerując w swych wspomnieniach, że wysiedlenia mieszkańców Ciechanowa były inicjowane przez „Koźlewskiego”, choć niewątpliwie był on we współpracę z sowietami uwikłany i sumiennie wykonywał ich zalecenia. „Komendant Wojenny był tam bóstwem – ludność miasta drżała ze strachu, a starosta groził każdemu, kto tylko zachował śmielszą postawę <>. Istna dżungla” –pisał Gwiazdowicz. Analogiczne sytuacje były doświadczeniem całego „wyzwalanego” kraju. Także w każdym powiecie północnego Mazowsza wyłapywano „wrogów ludu”.
W obozach NKWD
Aresztowanych kierowano do punktów filtracyjnych NKWD. Wstępne przesłuchania miały dostarczyć pretekstu do nasycenia sowieckiego Gułagu, żądnego darmowej siły roboczej, tysiącami osób nadających się do pracy - w tym także rzeczywistych i wyimaginowanych wrogów komunistycznej państwowości. Zanim tam jednak trafiali, mieszkańcy Mazowsza, ale także Pomorza, Warmii i Mazur musieli dotrzeć do jednego z obozów (nr 45 i 51) NKWD na zapleczu 2 Frontu Białoruskiego: w Białymstoku, Iławie i Olsztynku oraz Ciechanowie, Działdowie, Grudziądzu i Złotowie. Pędzono tam ludzi pieszo lub wieziono na ciężarówkach. Tam odbywała się selekcja i formowano transporty kolejowe.
Obóz w Ciechanowie powstał tuż po wkroczeniu Sowietów. Historyk Wojciech Łukaszewski podaje, że pierwsi aresztowani trafiali do budynku przy ul. Śląskiej 7. Czy zdążyła tam zaschnąć krew po ostatnich niemieckich egzekucjach dokonanych na Polakach?  Wykorzystano także poniemieckie baraki oraz szereg innych kamienic, przejętych przez NKWD. Obóz przeznaczono na ok. 3000 więźniów, ale przebywało tam dwukrotnie więcej osób w straszliwych warunkach higienicznych, okropnym tłoku, często bez jedzenia. Tu kolejne grupy więźniów ładowano na bydlęce wagony, często w ogóle nie przystosowane do przewozu ludzi. W ten sposób dla tysięcy mieszkańców północnej Polski, już po tzw. „wyzwoleniu” zaczynał się kolejny etap wojennej gehenny.
W drodze na „nieludzką ziemię”
Według ustaleń badaczy miedzy początkiem lutego a marcem 1945r. z Ciechanowa w głąb Związku Sowieckiego wysłano od 9 do 13 transportów kolejowych z deportowanymi.  Liczyły one 13 000 - 20 000 osób. Blisko połowę mogli stanowić Polacy. Do tego koniecznie należy doliczyć transporty z innych miejscowości, przy czym z samego Działdowa było to 5 transportów! Śmiertelność w drodze bywa obliczania na około 10%, co oznaczałoby śmierć na skalę porównywalną z ofiarami niemieckich egzekucji, dokonywanych w ostatnich dniach okupacji w styczniu 1945r.! Transporty kierowano m.in. do Bogusławska, Omska, Tuły, Stalinogorska, Charkowa, Szatury, Woroszołowa, Wilna, Czelabińska, Bokowa, Anżerki Karpińska i Kiemierowa. Te nazwy nie oznaczają jednak punktów docelowych, gdyż deportowani byli rozdzielani i przewożeni między obozami.
Przebieg deportacji poznajemy z dokumentów i relacji. Za Dariuszem Rogutem, badaczem z łódzkiego IPN możemy przybliżyć transport, który wyruszył z Ciechanowa 15 lutego 1945r. Oprócz Polaków znaleźli się w nim także Niemcy oraz Białorusini i Rosjanie, wcześniej zapewne niemieccy jeńcy lub robotnicy przymusowi. Konwojem dowodził mł. lejtn. Iwanow. Przyjął do transportu 1500 osób, w tym kobiety w ciąży, dzieci w wieku szkolnym i blisko 200 chorych. Niektórzy nie posiadali zimowej odzieży. Część chorych wnoszono do wagonów na noszach. W transporcie był tylko jeden lekarz, brakowało kuchni, opału, lekarstw i podstawowego wyposażenia wagonów. 28 lutego, po 14 dniach transport dotarł do Szatury pod Moskwą. W drodze nie wydawano ciepłych posiłków. Nie było też kontroli medycznej. Zanotowano 113 zgonów i 3 próby ucieczki.  Chorych było już ponad 250! Kolejne 42 osoby zmarły, gdy przez kilka dni przewożono ludzi do oddalonego o 35 km obozu.
Powrót do nowej rzeczywistości
Również w obozach śmierć zbierała swe okrutne żniwo. Po kilkumiesięcznej pracy, część deportowanych mogła wrócić do domów. Inni musieli czekać latami. Potem wspominali, że po powrocie zabraniano opowiadać o pobycie w obozach. Bali się ponownego aresztowania. Przerażał ich ogrom sowieckiego walca, gotowego zmiażdżyć każdy przejaw oporu …

Waldemar Brenda
 

autor: red

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz