Tygodnik Ciechanowski

Niedziela, 16 grudnia 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Krasne: Rodzina „Kliwii” i „Tabakierki”

07.12.2003 10:00:00

Lech Kaczorowski, prezes zarzdu Stadniny Koni w Krasnem, jak każdy dobry gospodarz, lubi często objeżdżać swoje „królestwo”. Latem jeździ bryczką bądź spaceruje. Konie, które przeważnie brykają sobie na wybiegach, znają swego „szefa”, podchodzą do niego, pozwalają się głaskać, sprawdzają, czy nie ma w dłoni cukru...
Przy obchodach gospodarstwa lepiej widać, jak wszystko funkcjonuje, a czasem przychodzą do głowy ciekawe pomysły, pozwalające bodaj trochę usprawnić pracę, poprawić estetykę w dużym gospodarstwie, jakim jest stadnina, poprawić ekonomikę...

Ot, choćby koło wybiegu, przy starych stajniach, stoi zabytkowa budka. Drewniana budka, z serduszkowatymi wizjerami. Przed wojną, gdy majątek był własnością hrabiów Krasińskich, był to posterunek stróża. I stoi dotąd, tyle że daszek z gontu się rozlatuje.
- No przecież możemy w stolarni wystrugać gont i odnowić stróżówkę – myśli głośno Kaczorowski. – Przecież to ładny budyneczek...

Niedawno udało się wyremontować stary, nieduży maneż. Też trzeba było naprawić w nim dach, mający wyjątkową konstrukcję, a także spiąć ściany stalowymi zworami. Dziś „podłoga” wysypana jest trocinami, ustawi się treningową „karuzelę” i konie mogą tu biegać przez cały rok, przy największej niepogodzie.

Naprawa nie była prosta, ponieważ właściwie wszystkie budynki, w których mieści się SK, to obiekty zabytkowe – na których rękę trzyma konserwator zabytków. Remonty trzeba prowadzić pod jego okiem, zgodnie z „duchem przeszłości”, a to kosztuje. Spółka, mimo iż zajmuje się ciekawą działalnością, krezusem finansowym nie jest. Wręcz przeciwnie – na każdym kroku trzeba oszczędzać, wszystko racjonalizować, restrukturyzować, żeby było taniej. Konie zaś nie są tanie w utrzymaniu.

Hodowla “anglików”.
Od niedawna Stadnina Koni w Krasnem, będąc spółką Skarbu Państwa, jest jedną z 58 „strategicznych” spółek rolniczych państwa, podległych Agencji Nieruchomości Rolnych – wyodrębnionej a Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Ma wyznaczone zadanie: utrzymać polską hodowlę koni rasy angielskiej i doskonalić ją. Filarem hodowli jest podstawowe stado klaczy reproduktorek, mające stale liczyć około 30 sztuk. Ogiery stadnina wydzierżawia. Nowa struktura spółek strategicznych daje większą swobodę działania, ale też wymaga większej operatywności. Stadnina Koni w Krasnem musi utrzymać się ze sprzedaży wyhodowanych przez siebie koni oraz z produkcji rolnej, jaką daje 800 hektarów gruntów ornych, dobrych kraśnieńskich gleb. Hodowlanym uzupełnieniem jest hodowla krów. Stado liczy 160 sztuk, w tym 90 krów dojnych. Paszy wystarcza. Spory areał przeznacza się na uprawy łąkowe, ale też uprawiane są buraki, rzepak, zboża – pszenica i trochę owsa dla koni. Kaczorowski zaryzykował i postanowił uprawiać kukurydzę na ziarno – wbrew opiniom, że na Mazowszu roślina ta nie dojrzewa. I udało się, jakiś mikroklimat tych okolic sprawia, że kukurydza dojrzewa.
- Sypie nam z hektara ośmioma tonami ziarna, już po wysuszeniu – mówi Kaczorowski. – Wprawdzie produkcja jest skomplikowana, trzeba mieć specjalny kombajn do zbioru i suszarnię, ale bardzo się opłaci.

Zlikwidowano natomiast tucz świń, bo był z tym tylko kłopot. Natomiast hodowla bydła ma być rozszerzana, stado rozbudowane do 200 sztuk.

Koni w sumie jest w stadninie 120, przy czym blisko 20 stale „kwaterują” poza gospodarstwem. To najlepsze klacze, biorące udział w wyścigach, wydzierżawione firmom angażującym się w gonitwy. One robią firmie dobrą reklamę, zarabiają na nagrodach, wyrabiają własną sprawność i tężyznę, poprawiając własne geny. Konie rasy angielskiej to przecież najlepsze konie wyścigowe, znakomite również w skokach i ujeżdżaniu. Część wyścigowców „mieszka” czasowo na Słowacji, z którą spółce z Krasnego dobrze układa się współpraca. Wiele koni sprzedawanych jest w tym kraju.
- 10 tys. zł za tzw. roczniaka to jest już dobra cena – twierdzi Lech Kaczorowski. – Ale oczywiście najlepsze sztuki, po dobrych reproduktorkach, idą za większe pieniądze. Córka słynnej „Kliwii”, wygrywającej gonitwy, sprzedana została za 50 tysięcy, córka innej czempionki, równie słynnej „Tabakierki” – za 40. Kupcy liczyli, że też będą czempionkami, jak ich matki. I rzeczywiście, córka „Tabakierki” się sprawdza, wygrywa zawody. Córka „Kliwii” natomiast nie robi postępów. Cóż, geny ojca – a są bardzo ważne – musiały coś pomieszać...

Na Słowacji biega inna córka „Tabakierki” – „Tantra”. Chciano ją kupić za 30 tys. zł. Kaczorowski się nie zgodził. Niedługo klacz wróci do stadniny, zasili stado reprodukcyjne.
- Sprzedajemy w młodym wieku zwłaszcza ogiery, klacze staramy się zatrzymać, przyglądać się im, po to żeby zatrzymać najlepsze w celu remontu stada podstawowego, do reprodukcji – podkreśla prezes. Zresztą w tym roku tory wyścigowe prosperowały marniej, a więc odbijało się to niekorzystnie na cenach koni. Trzeba ten czas przetrzymać, może będzie lepiej.

Zagospodarować zabytki
Spółka trzyma też konie obce, należące do prywatnych właścicieli, w tzw. pensjonacie. Za pełne utrzymanie płacą oni stawkę dobową 18 złotych i mogą sobie w wekendy przyjeżdżać i galopować po okolicy albo zabierać konie na wyścigi. W Krasnem zorganizowano tor, który całkiem dobrze spełnia latem swoją funkcję. Dzięki temu można było – dzięki posiadaniu specjalistycznej licencji – uruchomić treningi koni wyścigowych, również obcych. W Krasnem kosztuje to znacznie taniej niż w Warszawie. Latem prowadzona jest też rekreacja w siodle. Można do stadniny przyjechać i pod okiem trenera uczyć się konnej jazdy. Korzysta z tego wielu ludzi młodych. Stadnina zamierza wybudować krytą ujeżdżalnię, żeby organizować rekreację przez cały rok – ale nie jest to zamierzenie na dziś, wymaga bowiem sporo pieniędzy. Tymczasem trzeba się uporać z zagospodarowaniem istniejącej części zabytkowego majątku.

Udało się spółce sprzedać dwa biurowce, budynki stosunkowo nowe – nabyła je z przeznaczeniem na archiwa AWRSP. Na biura wyremontowano część dawnego budynku gospodarczego. Ale część zabytkowych budowli czeka. Na skraju zabudowy stoi pusty ciekawy pod względem architektonicznym budynek – wybudowany przez Krasińskich na tzw. ochronkę dla dzieci pracowników (ochronka było to „skrzyżowanie” żłobka i przedszkola. Można by go było wyremontować, urządzić w nim hotel dla turystów.

Na kwatery można by przerobić dawny spichlerz, stworzyć kompleks konferencyjno-wypoczynkowy. Kwatera na 200 miejsc pozwoliłaby się takiemu ośrodkowi utrzymać. Prezes SK sporządza szczegółowe plany zagospodarowania zabytkowych obiektów, liczy, że przyjdzie taki czas, że będą jak znalazł. Załoga spółki porządkuje też w wolnych chwilach zabytkowy park o powierzchni niemal 20 hektarów, należący do dawnego majątku – a obecnie do SK. Jakieś 3 hektary zdołano doprowadzić do porządku. Może zimą uda się coś zrobić. Kaczorowski dogadał się z wójtem gminy Krasne Pawłem Kołakowskim, który obiecał zatrudnić przy pracach porządkowych grupę bezrobotnych, organizując dla nich roboty publiczne. Krok po kroku, a być może uda się wydobyć walory zabytków. Niedawno przebywał w Krasnem i w SK profesor Marek Kwiatkowski – dyrektor warszawskich Łazienek, który zachwycił się zabytkowym kompleksem, pozostałym po Krasińskich.

Gmina angażuje się w program turystyczny, którego „lokomotywą” ma być kolejka wąskotorowa. Z uwagą przygląda mu się również kierownictwo SK. Bo gdy do kolejki dołoży swoje konie, swoje zabytki i wieloletnią tradycję hodowli, mającej początki w XIX wieku – może wyjść z tego ciekawy sposób na turystykę, rekreację i gospodarcze ożywianie okolicy.

S. Żagiel

Na zdjęciu:
Prezes Lech Kaczorowski „wita” swoje konie.

autor: S.Żagiel

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz