Tygodnik Ciechanowski

Niedziela, 16 grudnia 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Do dziś nie pozbyłem się tęsknoty za Leśniewem...

01.07.2006 14:00:00

Rozmowa z Michałem Sumińskim – legendarnym redaktorem telewizyjnego „Zwierzyńca”
„ I kudłate i łaciate,
pręgowane i skrzydlate
Te, co skaczą i fruwają
na nasz program zapraszają”

Przez dwadzieścia lat ten prościutki tekst i łatwo wpadająca w ucho melodyjka przyciągała do telewizorów gromady dzieci. Również dorośli nie kryli zainteresowania „Zwierzyńcem” - edukacyjnym programem przyrodniczym prowadzonym przez redaktora Michała Sumińskiego. Jak byśmy obecnie powiedzieli, tę wysoką oglądalność program zawdzięczał gospodarzowi – niezrównanemu gawędziarzowi, zagorzałemu myśliwemu, miłośnikowi i znawcy natury, który co tydzień opowiadał nam jakie to zwierzęta spotkał dwa dni temu podczas ostatniej wyprawy do lasu.
Michał Sumiński wraz z towarzyszącą mu małżonką Zofią był pod koniec maja honorowym gościem Gimnazjum nr 3 w Ciechanowie podczas uroczyście obchodzonego Dnia Patrona. Uczniowie za zaciekawieniem spoglądali na starszego, wysokiego pana, który równomiernym lecz niezbyt szybkim krokiem zmierzał w stronę mównicy. Czekała ich niespodzianka. Przez mikrofon rozległ się mocny, dobrze postawiony głos i padły pierwsze słowa, wypowiedziane z młodzieńczą werwą: - „Koniec świata! Zupełny koniec świata! Ja mam mówić do was, którzy moglibyście być moimi wnukami i prawnukami...
Kiedy młodzież zastanawiała się co też ciekawego może im powiedzieć ten postawny lecz wiekowy mężczyzna, my – obecni na sali przedstawiciele pokolenia wychowanego na „PanaMichałowym” programie, stwierdziliśmy z radością i wzruszeniem, że choć wydaje się bardziej kruchy i przybyło mu parę zmarszczek, to timbre głosu pozostał ten sam!
Z pewnością mało kto (oprócz regionalisty Edwarda Lewandowskiego) wiedział, że Michał Sumiński związany jest z Ziemią Ciechanowską miejscem urodzenia i latami dzieciństwa. Urodził się bowiem w Leśniewie Dolnym w gm. Grudusk. I właśnie o początkowo smutnym, a później swawolnym dzieciństwie w leśniewskich dobrach opowiedział: - Kiedy miałem 1,5 roku zmarła moja matka. Wychowywała mnie babka Helena Sumińska wraz z ciotką Janiszewską (Do niej i jej męża znanego w Ciechanowie technika miejscowej cukrowni należały dobra w Leśniewie). Gdyby życie i historia potoczyły się inaczej najpewniej zostałbym z czasem spadkobiercą prawie trzystuhektarowego majątku... - zwierzył się zebranym Michał Sumińśki. A kontakt duchowy z młodzieżą nawiązał prawie natychmiast przyznając się bez ogródek: - Nie byłem ani dobrym uczniem, ani wychowankiem. Figlarz był ze mnie i psotnik. Żywy jak srebro, niestrudzony w wymyślaniu psikusów. Przez to pozostawałem prawie cały czas w konfliktach z babką i ciotką. Leśniewo opuściłem w wieku 13 lat. Wyjechałem do Warszawy do ojca. Tam podjąłem dalszą edukację, skończyłem studia. Mieszkam w stolicy do tej pory. Do Leśniewa wracałem na święta, spędzałem tu także część wakacji. Tęsknota za miejscem dzieciństwa była we mnie bardzo silna. Właściwie do dzisiejszego dnia jej się nie pozbyłem...
Krótkie,sympatyczne wystąpienie Michała Sumińskiego przyjęto rzęsistymi brawami. Uczniowie „Trójki” wręczyli mu piękną wiązankę kwiatów, którą natychmiast z kurtuazją wręczył żonie. Państwo Sumińscy z zainteresowaniem obejrzeli program artystyczny przygotowany na święto patronki.
Kiedy oficjalna część szkolnej uroczystości dobiegła końca udałam się po protekcję do Edwarda Lewandowskiego, by „załatwił” mi wywiad z legendarnym redaktorem. (Regionalista zna Sumińskiego osobiście i to od dosyć dawna. Jako szef Gminnej Rady Narodowej w Grudusku podejmował kilkakrotnie pana Michała, który w tych stronach szukał wspomnień dzieciństwa i polował). Już za chwilę w przytulnym gabinecie dyrektor Chojnackiej mam okazję porozmawiać z honorowym gościem. Ku mojemu zdziwieniu Michał Sumiński nie należy do tzw. wylewnych rozmówców. Jest konkretny i dosyć lakoniczny:


* Czy trafnie odgaduję, iż pańska fascynacja przyrodą zaczęła się w Leśniewie?
- Można powiedzieć w ten sposób


* Kim pan jest z wykształcenia?
- Geografem i zoologiem


* Kiedy zaczęła się pańska przygoda z telewizyjnym „Zwierzyńcem” i jak długo trwała?
- Nie pamiętam dokładnie kiedy się zaczęła. Trwała równe 20 lat.


* Dlaczego się skończyła?
- Telewizja doszła do wniosku, że 20 lat to szmat czasu... Prawdziwą przyczyną było to, że w telewizji przestała pracować pani, która kierowała moją redakcją. Proszono mnie wprawdzie żebym nie przerywał współpracy i ja rzeczywiście jeszcze jakiś czas występowałem. Jednak odbywało się to w innych układach i prawdę mówiąc mnie to już tak bardzo nie interesowało. Powoli ta współpraca się rozmyła.


* Czym pan się wówczas zajął? Wykładał na uczelni? Pisał książki lub podręczniki?
- Jak się rozstawałem z telewizją, to byłem już grubo po sześćdziesiątce i po prostu przeszedłem na emeryturę. Ja nigdy nie byłem pracusiem i nie rwałem się do pracy, kiedy nie musiałem (śmiech). Współpracowałem radiem, sporadycznie z telewizją lecz nie na zasadzie przymusu, tzn., że musiałbym coś napisać czy cyklicznie coś prowadzić.


* Wróćmy jeszcze na moment do „Zwierzyńca”. Jak pana odkryto do tego programu?
- Telewizja zwróciła się do mnie z pomysłem „Zwierzyńca” jako magazynu dla dzieci, w którym będę opowiadał o przyrodzie i zwierzętach.


* Czyli wiedzieli, że jest w Warszawie taki wspaniały gawędziarz?
- Nie byłem tak całkowicie nieznany. Bardzo wcześnie (jako kilkunastoletni chłopak) zacząłem współpracę z radiem. To było dziedziczne. Bo w dwudziestoleciu międzywojennym stałym współpracownikiem Polskiego Radia był mój ojciec, nazywany przez młodych radiosłuchaczy „Panem od przyrody”. Przez ojca zaproszono mnie do jednej, a później do następnej  audycji. I to się ciągnęło także równe 20 lat.


* Od jakiegoś czasu w telewizji emitowany jest program  „Zwierzowiec”. Prowadzi go dr weterynarii Dorota Sumińska. Córka, synowa czyli sztafeta pokoleniowa czy też zwyczajna zbieżność nazwisk?
- To ostatnie. Nie łączy nas żadne pokrewieństwo


* Ona to robi w tak miły i profesjonalny sposób, że mógłby się pan do niej przyznać...
- Ja jej się nie wypieram. Ona to rzeczywiście bardzo ładnie robi lecz musze być uczciwy i nie mogę powiedzieć, iż to np. jest moja siostrunia.


* W takim razie czy ktoś z rodziny kontynuuje popularyzatorskie tradycje Sumińskich?
- Mamy jednego syna, lecz on nie kontynuuje ani naszych zawodowych tradycji ani też zainteresowań. Z wykształcenia jest chemikiem, a wykonuje zawód handlowca. Teoretycznie mieszka w Polsce lecz wciąż jest w rozjazdach np. obecnie przebywa w Japonii.


* Którego zatem z przyrodników – popularyzatorów (piszących lub występujących w telewizji) uznałby pan za swojego następcę. Może Adama Wajraka?
- Osobiście go nie znam. Jeśli trafiam na jego teksty, to zawsze z przyjemnością je czytam.


* Obecnie jest sporo tego typu magazynów w telewizji. Prawie na każdym kanale. Pan był kiedyś jedyny.
- Zgadza się. Jednak wydaje mi się, że te programy są ubogie. Brakuje tam bezpośrednich spotkań z przyrodą. Są typowo naukowe, teoretyczne. Rzadko zdarza się, by ktoś w nich opowiadał, co wczoraj widział w lesie i jaką przeżył tam przygodę. Tak, że kontynuatora mojego stylu jakoś nie widzę...


* A do którego roku życia pan podejmował takie wyprawy?
- Do chwili obecnej. Już nie tak intensywne, bo nie przechodzę, powiedzmy, 20 kilometrów, tylko dwa. Teraz nie musi to być niedziela, może być powszedni dzień, byleby była dobra pogoda.


* Mieszkacie państwo w Warszawie. Gdzie się wyprawiacie? Do lasów kabackich?
- Różnie, m.in. do lasów kabackich, ale i do puszczy podwarszawskiej. Dojeżdżamy na miejsce samochodem i tam sobie potem wędrujemy.


* Przejawia pan zatem niespożytą i godną pozazdroszczenia energię. Przepraszam za niedyskretne pytanie, które pańskiej żonie – jako czułej na pewnym punkcie, kobiecie – nie ośmieliłabym się zadać... Ile pan ma lat?
- Urodziłem się w 1915 roku.


* To znaczy, że ma pan 91 lat! Osiągnął pan wspaniały wiek! W imieniu czytelników Tygodnika Ciechanowskiego – pańskich ziomków i swojaków - życzę panu dalszych lat życia w nie gorszej formie jak obecna .

Alicja Fidrysiak
Fot. B. Prus

autor: A.Fidrysiak

Komentarze Internautów (5)dodaj komentarz

  • Jolusia, 2010-11-26 15:54:59
    Podziękowanie
    Jestem z pokolenia,które wychowało się na programie Zwierzyniec,który wspominam z wielkim sentymentem. Korzystajć z możliwości chciałam Panu Sumińskiemu z serca PODZIĘKOWAĆ-za całokształt pracy,za niecodzienną ludzką życzliwość"wobec wszelkich istot żywych" oraz życzyć jeszcze długich pogodnych lat życia.
  • Aga, 2010-11-26 16:04:15
    Artykuł nie lada gratka dla mojego pokolenia!!!
    Zrozum człowieku jak wiele znaczysz=chciałoby się rzec za Augustynem z Hippory.Dla mnie i mojego a myśle,że nie tylko mojego pokolenia na takie miano zasługuje Pan Sumiński.
  • carolus, 2011-12-17 15:17:59
    matematyka
    Jeżeli Pan Michał urodził się w 1915 roku to ma 96 lat a nie 91 jak wyliczyła autorka wywiadu. Tak Tak droga Pani ludzie żyją do 100 i więcej.

    Od redakcji: Artykuł ukazał się w końcu czerwca 2006 r. Proszę spojrzeć na datę. To jest tekst z archiwum. Wtedy p. Sumiński miał 91 lat.

  • Janina, 2011-12-25 13:31:38
    Pan Sumiński!!!
    Dziś właśnie w święta odszedł na zawsze, a szkoda. Może całkowicie nie ja, ale moje córki wychowywane były przez ZWIERZYNIEC,do miłości do zwierząt i przyrody. Dziękuję Panu, za cudowne 20 lat bycia na antenie. Dziś już nie ma co wnukom pokazywać na czym by mogli się wzorować. Szkoda i to wielka szkoda bo to co Pan robił było piękne i szkoda że skończyła się ta piękna prawdziwa epoka za którą Panu dziękuje .
  • Hiup, 2011-12-26 19:23:04
    Hiuppo
    Błędne miejsce urodzenia. (...) Urodziłem się w Warszawie - Michał Sumiński zaczyna swoją opowieść. - W budynku uniwersytetu - dodaje syn pana Michała, Piotr - Mój dziadek Stanisław był profesorem, światowej sławy specjalistą od ważek. Wykładał w gimnazjum i na uniwersytecie, gdzie miał też służbowe mieszkanie. I tam właśnie, na trzecim piętrze, po lewej stronie, zaraz za bramą tata przyszedł na świat. Był 13 grudnia 1915 roku. (...)