Tygodnik Ciechanowski

Czwartek, 21 września 2017

Elektroniczne wersje bieżących i niektórych archiwalnych wydań "Tygodnika" dostępne są na portalu eprasa.pl
fot. Bolesław Prus
fot. Bolesław Prus

Lipińscy na zgliszczach

10.09.2008 21:36:23

Pan Bóg nie może być tak okrutny, napiszmy więc, że to straszliwe zrządzenia losu zabrały Urszuli i Antoniemu Lipińskim z Nowej Wsi gmina Krasne najpierw dwóch synów, później trzeci syn uległ trwałemu kalectwu w wyniku wypadku, a 15 sierpnia, gdy z nieba spadła ognista kula zniszczona została podstawa ich egzystencji.

Kiedy wjeżdżamy na posesję Lipińskich z daleka czuć swąd spalenizny. Za kompletnie zniszczoną oborą jeszcze tlą się jeszcze kupy siana. 15 sierpnia wieczorem rozegrały się tu sceny jak z horroru. Rozpętała się burza jakiej nikt tu jeszcze nie doświadczył. Z nieba spłynęła ściana deszczu, a pioruny rozszalały się ja stado dzikich bestii.
- To nie były zwykłe pioruny, ale jakieś ogniste kule, ogień kręcił się w powietrzu – mówi Urszula Lipińska. Jedna z tych kul ok. 21.00 uderzyła w oborę, gdzie stało 11 krów mlecznych, 2 buhaje i 2 jałówki.
- Jezus Maria! Obora się pali - 26–letni syn Adam zobaczył pożar z okna. Natychmiast wybiegli z domu. Otworzył drzwi obory, żeby ratować zwierzęta. Potężny pęd powietrza ze snopem iskier odrzucił go 20 metrów, aż pod stodołę. Ogień dobrał się do 12 ton siana i 5 ton słomy zgromadzonych na strychu budynku. Krowy zaczęły przeraźliwie ryczeć, smażyły się na żywym ogniu. Lipińscy do dziś mają w uszach przeraźliwy ryk zwierząt umierających w straszliwych męczarniach. Pożar rozprzestrzenił się tak nagle, że nie zdążyły uciec sprytne przecież koty.
Poderwane zastępy strażaków natychmiast wsiadły do samochodów, ale nie mogły szybko dojechać ze względu na potworną ulewę. Pierwsi dojechali ochotnicy z Zielonej, za nimi przyjechał wóz PSP z Przasnysza, później następni, razem 8 jednostek.
- Nie było szans, żeby cokolwiek uratować – mówi jeden z druhów, który przybył na miejsce pożaru jako pierwszy. Antoni Lipiński jest wdzięczny strażakom za ich ogromny trud: - Pracowali przez całą noc, dzięki nim nie zajęły się inne budynki – mówi rolnik.


Nieszczęścia chodzą stadami
Lipińscy są skromnymi ludźmi, z tych co każdego dnia muszą walczyć o kawałek chleba na swoim 15–hektarowym gospodarstwie, świadczą o tym ich spracowane ręce. Pani Urszula mówiąc o swoim życiu jest spokojna. Wszystkie łzy wypłakała, kiedy przez dwa lata na białaczkę umierał jej 12–letni syn Konrad. Pochowali go w 1986 po bezskutecznych próbach ratowania młodego życia. Później wypłakiwała oczy, gdy 28-letni Piotr umarł na wylew na miesiąc przed ślubem. Pojechał do Włoch, żeby zarobić na start. Wrócił w trumnie. Włoscy pracodawcy Piotra obiecywali, że zapłacą za transport zwłok. Nie dotrzymali obietnicy. Brat Adam musiał odrabiać we włoskich ogrodach, aby wyrównać wynoszący 12 tys. zł rachunek. Rok później, gdy wrócił z Italii uległ poważnemu wypadkowi na motocyklu. W wyniku upadku zerwane zostały nerwy w lewej ręce. Młody mężczyzna z niepracującą żoną Anną i dwójką dzieci otrzymał zasiłek w wysokości 250 zł.
 W tej sytuacji musieli pomagać rodzice, którzy mają jeszcze na utrzymaniu 18–letniego Michala świeżego absolwenta zasadniczej szkoły zawodowej i 15–letniego gimnazjalistę Rafała. 11 mlecznych krów dawało podstawę egzystencji dla dużej rodziny. 15 sierpnia o 21.00 Lipińscy zostali doszczętnie zrujnowaniu w każdym znaczeniu tego słowa.

- Ludzie są dobrzy -

mówi z wdzięcznością pani Urszula. - Mamy bardzo dobrych sąsiadów we wsi - dodaje pan Antoni. Na wieść o tragedii mieszkańcy Nowej Wsi i okolicznych miejscowości pospieszyli z pomocą. Na podwórzu Lipińskich pojawiły się podarowane zacielone jałówki. - Codziennie ktoś jest, coś przynosi, pyta co potrzeba – mówią gospodarze.
Natychmiast zareagował wójt gminy Krasne Paweł Kołakowski. Zwołał wszystkich radnych i sołtysów. Przedstawiciele wszystkich mieszkańców gminy ustalili, że każdy wspomoże pogorzelców dwoma workami zboża lub równowartością. Akcja ruszyła z kopyta. Zebrane ziarno zostanie sprzedane.
- Spodziewamy się zebrać ok. 50 tys. zł, ale według moich szacunków potrzeba ok. 300 tys. zł, żeby odbudować egzystencję rodziny Lipińskich – powiedział Paweł Kołakowski. Wójt złości się, że od zebranej sumy państwo Lipińscy będą musieli zapłacić podatek od darowizny. - Wystapimy o zwolnienie od podatku – mówi gospodarz gminy. Z pomocą pospieszyła parafia. Na apel proboszcza Remigiusza Senderskiego parafianie zebrali na tacę prawie 7 tys. zł.
Z całego serca prosimy naszych Czytelników, aby wspomogli rodzinę Lipińskich, uczciwych, pracowitych ludzi, których los doświadcza ponad  wszelka miarę. Jeżeli możecie Państwo to podarujcie pogorzelcom materiały budowlane, krowę lub pieniądze. My jako redakcja także włączymy się do akcji pomocy. A oto numer telefonu do państwa Lipińskich: 885 865 465.


Więcej w numerze 36 TC z 9 września

autor: WIESŁAW HAGEDORNY

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz