Tygodnik Ciechanowski

Czwartek, 23 listopada 2017

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego na: http://eprasa.pl/news/tygodnik-ciechanowski. W e-prenumeracie taniej !

Społeczeństwo

A A A poleć znajomemu drukuj stronę

fot. Bolesław Prus
fot. Bolesław Prus

Rekonstrukcja Bitwy pod Mławą: W sutannie

18.09.2008 15:43:19

Kiedy zauważyłem ogłoszenie Miejskiego Domu Kultury w Mławie o naborze statystów do rekonstrukcji Bitwy pod Mławą musiałem tam pójść, bo jako dziennikarz lubię oglądać wydarzenia od kuchni. Nie przypuszczałem jednak, że zostanę aktywnym uczestnikiem tego wydarzenia, w dodatku w sutannie.

Na apel MDK zgłosiło się niewiele osób w dojrzałym wieku, a ról do obsadzenia było mnóstwo. Prawdopodobnie zadziałał hamulec tremy i braku wiary we własne możliwości, albo obawa przed kompromitacją wobec wielotysięcznej publiczności. Właściwie dla ratowania sytuacji zaproponowałem, że podejmę się roli księdza. Nie mam lęków przed występami, z  zawodowej konieczności wyrobiłem w sobie zuchwałość i tupet, dodatkowo obecność nauczycielek Krystyny Łachut i Anny Markowskiej, które urodziły się bez tremy utwierdziła mnie, że wspólnie udźwigniemy to zadanie. Mogłem zostać także rabinem, tu też był vacat, ale moja północnomazowiecka fizjonomia uniemożliwiła mi zagranie tej postaci. Ostatecznie widowisko zagraliśmy bez tej roli. Mieliśmy w składzie pięcioro “Żydów”, ale żadnego ortodoksa w charakterystycznym stroju, co mogło zakłócić obraz dawnej Mławy, gdzie przed wojna żyło 30% “starszych braci w wierze”.

Dyrektor MDK Małgorzata Tuszyńska oraz instruktor Hanna Zarębska do reżyserii najęły Daniela Jacewicza i Mariusza Tarnożka z goleniowskiego Teatru Brama. Jest to awangardowy zespół “włóczący” się po Polsce, Europie i Stanach Zjednoczonych. Obaj 30–letni reżyserzy, prawdziwi fanatycy teatru pracowali z mławską młodzieżą podczas warsztatów teatralnych w maju i w sierpniu, a efekt ich pracy przeszedł najśmielsze oczekiwanie. Głównym celem tych zajęć było odblokowanie emocji i formowanie aktorskich indywidualności. Jacewicz i Tarnożek nawiązali znakomicie dialog z młodymi ludźmi. Starali się nie narzucać konkretnych zachowań. Opisując scenariuszowe sytuacje opierali się na inteligencji oraz intuicji aktorów. I chyba się nie pomylili.

***

Dyrektor Tuszyńska wypożyczyła mój kostium z zaprzyjaźnionej parafii. Czuć go naftaliną,  bez wątpienia przeleżał w jakiejś skrzyni dziesiątki lat, ale przecież jest oryginalny, przedsoborowy z wszystkimi akcesoriami. Pierwsza przymiarka nie nastraja mnie optymistycznie, ksiądz do którego należała sutanna był wysoki lecz drobnej postury. Ledwie się zapiąłem, mam lekkie problemy z oddychaniem. Spojrzenie w lustro – szok. Szata wbrew starym mądrościom, nie tylko zdobi lecz przede wszystkim zmienia człowieka, od razu zmienia jego społeczną pozycję.

Pierwsza przechadzka po rynku. Mijani przechodnie kłaniają się nisko. - Szczęść Boże – odpowiadam równie głębokimi ukłonami. - Patrz jaki miły ksiądz, chyba jakiś nowy, bo teraz biskup wszystkich wymienił na parafiach – słyszę za plecami. Podchodzi do mnie z grubsza pięćdziesięcioletni, zdeklarowany sympatyk alkoholu. -Chciałbym z księdzem porozmawiać o moim życiu – mówi płaczliwym głosem. - Nie jestem prawdziwym księdzem – słyszy w odpowiedzi. - To daj pan dwa złote.

Scenariusz pierwszego i drugiego dnia widowiska przygotowali rekonstruktorzy, oni też założyli ładunki wybuchowe na trawnikach (“Uwaga nie zbliżać się do trawników, bo możne rąbnać”) Miejsca mamy jednak dostatek. Na jezdni i chodniku przed ratuszem  mamy odtworzyć życie przedwojennej Mławy. Architektury nie da się jednak wskrzesić. Niemcy bez żadnego wojskowego uzasadnienia zniszczyli piękne secesyjne miasto, pyszniące się swoją zamożnością. Mławscy Żydzi nazywali swoje miasto “małym Paryżem”.

W historycznych opracowaniach mało miejsca zajmują opisy cierpień ludności cywilnej. Rozmawiałem z wieloma starymi mławianami, wiem jak było, ale czy młodzi ludzie to wiedzą? Naszym zadaniem jest za pomocą żywych obrazów przybliżyć to, co się stało w tych strasznych dniach od 1 do 4 września 1939 roku, gdy w gruzach legł dorobek pokoleń. Był to także czas największej chwały mojego rodzinnego miasta – Mława zawsze wierna Rzeczypospolitej!

Nasi reżyserzy już na pierwszej próbie zżymają się na rekonstruktorów, którzy zajęci “ustawianiem” pola bitwy za mało uwagi poświęcają części “cywilnej”. Scenariusz będzie kilkakrotnie modyfikowany, co powoduje pewne zamieszanie. Aktorzy jednak reagują natychmiast na polecenia reżyserów. Trenujemy finałową sceną. Zagra ją Amerykanka z Chicago Jenny Crissey, która przebywa na stypenium w Polsce i podróżuje z Teatrem Brama ucząc się teatru i języka. Jej partnerem jest Brajan Wszesz, świetny chłopczyk z Mławy, grający umierającego synka. Moim zadaniem jest pomóc straszliwie doświadczonej matce. Próbuję wziąć na ręce jej syna, ona nie chce go oddać, bo nie chce uwierzyć, że nie żyje.

Amerykanka jest tak ekspresyjna, iż nie jestem pewien czy  Brajan rzeczywiście żyje. - Help me, help me – woła do mnie przejmująco. Jestem pod wrażeniem, ale tłumaczę Jenny, że żadna mławianka w 1939 nie wołała: help me, ale „Pomóż  mi”. Reżyser Daniel Jacewicz przypomina o zdjęciu współczesnych zegarków, biżuterii itd. Aktorzy znakomicie “czują” kostium, chyba naprawdę wyglądamy jak mławianie z 1939 roku. Najtrudniejsza rola przypadła Mariuszowi Tarnożkowi, będzie też przez widzów na długo zapamiętana. Tarnożek zagra żebraka. Przygotował perfekcyjny kostium i “makijaż”, potrafi leżeć bez ruchu na mokrym asfalcie. On naprawdę kocha teatr.

Na drugiej próbie jest zdecydowanie mniej chaosu, aktorzy odtwarzają scenki uliczne. Obserwująca nas   balkonu Hanna Obrębska mówi, że spektakl robi wrażenie, nie tylko wybuchy i dym. Miejski Dom Kultury przypomina Sajgon w ostatnim dniu ewakuacji: mnóstwo rekwizytów, kostiumy, do tego niedawno w sali kina zerwał się kawałek sufitu. W tej scenerii dyrektor Tuszyńska stara się dopracować każdy szczegół organizacyjny. Wszyscy instruktorzy MDK pracują na całą parę, na sen zostaje niewiele czasu, bo Mława po raz pierwszy odtwarza dni swojej największej tragedii i chwały w prawie 600–letniej historii miasta.

 

Cały tekst w numerze 37 TC z 9 września 2008 r.

autor: WIESŁAW HAGEDORMY

Komentarze Internautów (1)dodaj komentarz

  • Natalii, 2009-03-01 17:42:24
    :)
    NO Pan jest świetnym aktorem i dziennikarzem .. z przyjemnością czytało mi się o tym czego dokonaliśmy wszyscy wspólnie.. mam nadzieje ze w bieżącym roku również pan nas zaszczyci swoją obecności.:) Było naprawdę miło.. z pozdrowieniami..:)"zośka"