Tygodnik Ciechanowski

Sobota, 25 listopada 2017

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego na: http://eprasa.pl/news/tygodnik-ciechanowski. W e-prenumeracie taniej !
fot. Marta Maik
fot. Marta Maik

Płońsk: Źle się dzieje… na targowisku miejskim

23.09.2008 14:59:31

Wieści o targowisku miejski w Płońsku ostatnio nierozerwalnie łączą się z osobą Janusza Sosnowskiego, kierownika targowiska. Jedni go oskarżają, inni bronią i doceniają jego troskę o to miejsce handlu i kupców. Wśród handlujących powstał jednak poważny konflikt i trzeba podjąć konkretne działania w tej sprawie.

O interwencje poprosiło nas kilkunastu kupców, którzy twierdzą, że problem sam się nie rozwiąże i nie mogą czekać.

- Jesteśmy jednymi z pierwszych, którzy przyczynili się do powstania targowiska. Na początku były tam przecież tylko gołębie, psy i karmy dla nich. Potem dołączyliśmy my z odzieżą i innymi rzeczami, i zaczęliśmy ściągać tu swoich znajomych z różnych miejscowości – zaczyna Aneta Grabowska. – Jesteśmy płońszczanami i z handlu utrzymujemy całe rodziny. Jednak to, co dzieje się tu ostatnio zakrawa na skandal. Wszystko zaczęło się od budowy obwodnicy. Oczywiście jak najbardziej popieramy tę inwestycję, ale miała ona duży wpływa na zmianę jakości naszego pracy. Zmniejszyła się powierzchnia placu targowego, gdyż znaczną jego część zajmie wiadukt. Dlatego też już na samym początku zaproponowaliśmy, aby targowisko przesunąć trochę dalej pozostawiając wszystkich handlujących na swoich stanowiskach. To byłoby sprawiedliwe – dodaje kobieta.

– Ale tak się niestety nie stało – wtrąca kolejny nasz rozmówca, Piotr Wasiak. – I naprawdę nie rozumiemy dlaczego, bo wtedy nie byłoby tego całego zamieszania. Jako jedni z pierwszych mieliśmy swoje stanowiska w alei przy bramie wjazdowej. Tymczasem teraz otrzymaliśmy jedne z najgorszych, na szarym końcu od strony siódemki, gdzie dodatkowo nie ma bocznego wjazdu. Aby ustawić swoje auta musimy więc przyjeżdżać jako pierwsi i odjeżdżać ostatni. Poza tym tam w ogóle nie ma handlu. Ludzie nie przychodzą do tej alei zasłużonych i nasze dochody spadły pięciokrotnie. Jak mamy więc utrzymać rodziny, opłacić składki ZUS i zakupić towar – pyta bezradnie?


Kupcy się skarżą

Kupcy próbowali negocjować z kierownikiem Sosnowskim, ale jak twierdzą bez powodzenia.

– Pan kierownik nie chce z nami rozmawiać. Jest niegrzeczny, a na spotkaniach, które organizował, nie dawał nam dojść do głosu, wychodził, nie słuchał naszych racji. Tym bardziej dziwi nas też fakt, że ktoś, kto prowadzi działalność zaledwie od pół roku, dostaje lesze miejsca od nas – mówi pani Urszula ze stoiska z chlebem i wtedy natychmiast pojawia się odpowiedź. - Nie wiesz dlaczego ? Bo daje za to łapówkę – wtrąca ktoś grupy i wywiązuje się ożywiona rozmowa. Kwoty rzekomych łapówek są różne, od tysiąca do nawet 6 tysięcy za miejsce i rezerwacje stałą. Tyle tylko, że kiedy zapytaliśmy kto dał łapówkę, czy są na to dowody kupcy się wycofują. Czyli dowodów nie ma. Jedno jest natomiast pewne. Za wjazd kupcy uiszczają opłaty w wysokości 25 zł. Otrzymująca to tylko paragony, na których nie ma określonego miejsca, czy numeru alei. Faktur administrator targowiska nie wydaje.

Pytamy więc –  Gdzie jest zapisane, w którym miejscu kto powinien stać?

- Tylko pan kierownik ma swój zeszyt, w którym jest to zapisane i tylko on ma do niego wgląd. My nie możemy tego sprawdzić – tłumaczą kupcy. – Jeśli jednak sądzicie państwo, że w związku z tym ktoś kto przyjechał wcześniej, zajmie sobie lepsze miejsce, to się państwo mylicie. Tu obowiązuje nasz prywatny kodeks i choć to wielu drażni, nikt go nie łamie. Miejsce przyznane jest miejscem danej osoby. Dlatego jesteśmy tam gdzie nas przeniesiono i próbujemy inaczej dochodzić swoich racji.

Z relacji użytkowników targowiska wynika również, że inny problemem: brak określenia wielkość danego stanowiska.

- Niektórzy z nas, aby się zmieścić zdejmują elementy ogrodzenia i tam wystawiają samochody – tłumaczy Grzegorz Grabowski. - Kiedy powiedzieliśmy o tym panu Sosnowskiemu stwierdził, że powinniśmy kupić sobie malucha zamiast busa i będzie po sprawie. Tyle tylko, że ja handluję kołdrami i poduszkami – dodaje z goryczą.

Inna z pań opowiada o śmiesznej sytuacji z niedzieli 31 sierpnia.

– Na przydzielonym mi miejscu w samym środku rosło drzewo. Nie mogłam więc wjechać samochodem, ani rozstawić stołu. Za co więc płacić. Przecież to niezgodne z regulaminem –  tłumaczy pani Joanna.

Złe warunki handlu widać gołym okiem

Takich skarg słyszymy wiele. Gołym okiem widać, że na targowisku nie ma  warunków sprzyjających normalnej pracy. W alejkach w celu utwardzenia niektórych miejsc wysypano gruby gruz, który uwiera w stopy. W innych miejscach pod deszczu stoją kałuże. Centralne pozycje zajmują grille, z których dym unosi się na pozostałych i dusi. To one chyba powinny być rozstawiane gdzieś z tyłu. Widok sprzedawcy w maseczce nikogo więc nie dziwi.

Na zdjęciu:

Sprzedawca w masce nie dziwi nikogo z użytkowników targowiska

Cały artykuł w numerze 38 TC z 16 września 2008 r.

autor: MARTA MAIK

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz