Tygodnik Ciechanowski

Środa, 21 listopada 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Społeczeństwo

A A A poleć znajomemu drukuj stronę

fot. B.Prus
fot. B.Prus

Miasta umarłych, które żyją

01.11.2008 09:00:00

Cmentarze. Nawet najeźdźcy nie zawsze ośmielali się podnieść na nie ręki. Więcej, one były azylem. W nich partyzanci przechowywali broń i dokumenty.

Na cmentarzu w Grzebsku w czasie ostatniej wojny parafianie ukryli kolekcję  cennych drewnianych rzeźb z miejscowego kościoła; niestety, część z nich niedawno skradziono. Słowem,  cmentarze są swoistymi enklawami, w nich zapisana jest zarówno przeszłość, jak teraźniejszość. Niekiedy wszystko zniknęło, a cmentarze pozostały.


Wędrując po Mazurach, na cmentarzu ewangelickim w Ławicach k. Iławy natknąłem się na mogiłę Behringów. Dla jako tako obeznanego w dziejach cywilizacji euroatlantyckiej to nazwisko nie jest obce. Jeden z przedstawicieli tego rodu, Emil, przeszedł na świat  właśnie w Ławicach,  w wielodzietnej  rodzinie ubogiego pastora. Wybił się, wszedł do panteonu naukowego, za wynalezienie  surowicy przeciwbłoniczej i przeciwtężcowej  otrzymał Nagrodę Nobla (ma okazałe mauzoleum w Marburgu). Opisałem „odkrycie” na cmentarzu w Ławicach w  gazecie powiatowej. W konsekwencji po jakimś czasie tamtejsza Szkoła Podstawowa przyjęła imię Emila Behringa.


Albo Modlin. Na cmentarzu byłej twierdzy  leżą obok siebie żołnierze polscy i bolszewiccy polegli w 1920 r.  Można by powiedzieć: cóż, śmierć jest demokratką, przyjdzie po każdego, w obliczu jej majestatu tracą znaczenie wszelkie podziały.


Albo Grodno. Na cmentarzu rzymskokatolickim poznałem sędziwą Walerię Borewicz. W okresie komunistycznym opiekowała się znajdującymi się tam grobami polskich żołnierzy (w pobliżu leży Orzeszkowa) . Gonili i straszyli ją kagiebiści, ale ona się nie poddawała. W końcu oni zwątpili, przyjmując (oficjalnie), że mają do z kimś, kto jest niespełna rozumu. Tak oto skromna, niewielkiej postury kobieta pokonała potężną siłę.


Albo Campo Verano w Rzymie. Olbrzymi cmentarz w środku  metropolii.  Jest  to „miasto umarłych” najdosłowniej. Umarli „mieszkają”  w wielopiętrowych blokach   niczym żywi na pobliskim osiedlu.


Albo starożytne katakumby w Wiecznym Mieście. Długie,  niekończące się podziemne korytarze. Po obu stronach  puste nisze. Kości ludzkie „wyparowały”, jakby już zmartwychwstały. Niesamowite wrażenie.


Albo podziemia kościoła w  Opinogórze z grobami Krasińskich. Do tej świątyni zawożę moich znajomych, kolegów, przyjaciół, wśród których nie brakuje ludzi z tytułami naukowymi. Brzęk kluczy, charakterystyczny chłód  i oto to  miejsce… Niektórzy przyjezdni nie chce uwierzyć, że stoją przed grobem autora „Nie-Boskiej komedii”. Im się wydaje, że on spoczywa w Paryżu.


Urzekają mnie szczególnie wiejskie, kameralne cmentarze.  Spotykamy na nich proste, ale jakże piękne nagrobki.  Na przykład kamienne krzyże w kształcie drzewa z konarami. Ileż musiał się natrudzić anonimowy rzemieślnik, by stworzyć takie dzieła.


Do dzisiejszej sztuki sepulkralnej można mieć wiele zastrzeżeń.  Polne kamienie często zastępuje beton, a żelazo – plastyk. Obok zwyczajnych mogił widzimy potężne grobowce – owe domki czy kapliczki, których estetyka budzi wątpliwości.


Na polskich cmentarzach – starych i obecnych – próżno szukać egalitaryzmu. Są one odbiciem rozwarstwienia społecznego, poziomu zamożności, trendów w architekturze i sztuce, także mody. 


To cokolwiek szokuje, zwłaszcza że cmentarz jest najbardziej demokratycznym miejscem na świecie . Tu wszyscy „mieszkańcy” są równi, tu mamy wręcz namacalny dowód na to, że „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”.


Z drugiej strony imponująca jest nasza troska o cmentarze, choć nierzadko przesadna – rzecz raczej nie spotykana w innych krajach. Dzięki temu „miasta umarłych” żyją. Przy niejednym grobie stoją ławki. Godzinami siedzą na nich wdowy – medytują nad grobami mężów.  Z podziwem patrzę na te stare poczciwe kobiety; mężczyźni nie znajdują czasu na taką przysługę.


Na jednym z grobów na cmentarzu w Ciechanowie znalazłem taki oto napis: „Kim ty jesteś, ja byłem. Kim ja jestem, ty będziesz”. Ta prosta, ludowa sentencja  oddaje istotę sprawy. W przeciwieństwie do naukowej eschatologii, owych rozważań teologów w opasłych „buchach”, których zwyczajny śmiertelnik nie jest w stanie pojąć.




TC nr 44 z 28 października 2008 r.


 

autor: KRZYSZTOF JAKUBOWSKI

Komentarze Internautów (1)dodaj komentarz

  • Piotr M., 2009-10-29 20:15:42
    Sentecja zpochodzi z Rzymu
    Podana sentencja nie jest ludową teologią prostego ludu, lecz pochodzi z Rzymu, z cmentarza kapucynów przy Via Veneto 27 - www.cappucciniviaveneto.it i brzmi w oryginale "Quello che voi siete noi eravamo; Quello che noi siamo voi sarete" (ta sentencja jest zapisana oprócz włoskiego po niemiecku, francusku, angielsku oraz hiszpańsku). Polecam to miejsce do zwiedzenia.