Tygodnik Ciechanowski

Środa, 14 listopada 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!
fot. Archiwum
fot. Archiwum

Kilka refleksji przy końcu roku: Nie opłatek jest najważniejszy

24.12.2008 11:12:49

Na Wigilii radnych i pracowników mławskiego samorządu miejskiego nie było tradycyjnego opłatka. Niektórzy uczestnicy tego spotkania zastanawiali się – dlaczego. Jeden z nich pytał mnie wprost: jak należy ten fakt interpretować?

Oczywiście opłatek jest ważny, ale wcale nie najważniejszy. Liczy się przede wszystkim postawa (gotowość) duchowa. Jeśli, powiedzmy, radni, którzy publicznie czy w zamkniętym wąskim kręgu opowiadają o sobie najprzeróżniejsze, często  złe rzeczy, w dodatku nierzadko nieprawdziwe, przy wigilijnym stole podadzą sobie ręce i wzajemnie szczerze wybaczą, to już należy się cieszyć. Albowiem większa jest radość z jednego nawróconego niż z dziesięciu sprawiedliwych. Można podzielić się opłatkiem, złożyć sobie życzenia, nawet się ucałować, a już na drugi dzień zapomnieć o tych gestach. Wtedy mamy do czynienia z fałszem, dwulicowością, hipokryzją. Czego nikomu nie życzę.

Być może „kwestia” opłatka jest ilustracją nieco szerszego zjawiska. Jeden z księży rzymskokatolickich (nie z diecezji płockiej)  - mający opinię radykała, ale w pozytywnym znaczeniu tego pojęcia – zwierzał mi się, że zastanawia się, czy powinien zawsze odpowiadać na prośby instytucji świeckich. Innymi słowy: czy powinien uczestniczyć w każdym spotkaniu opłatkowym? Czy powinien święcić każdą drogę lub salę gimnastyczną?  Czy przy tej okazji powinien odczytać fragment Ewangelii i odmówić okolicznościową modlitwę?  Obawia się bowiem, że niekiedy chodzi tylko o zwyczaj, za którym nie kryją się głębsze treści. Że sacrum łatwo przemienia się w profanum. Że za sacrum mogą stać interesy polityczne (partyjne).  Że wezwanie imienia Pana Boga może być nadaremne. Tenże kapłan - „radykał”, poważnie traktujący swoje powołanie, jednak na ogół pozytywnie odpowiada na prośby jednostek laickich.  Wiele ryzykując,  idzie do nich, aby, jak twierdzi, „dawać świadectwo prawdzie” i świadectwo osobiste. Bo uważa, że ryzyko jest nieodłącznie związane z jego misją.

Jeszcze jedna sprawa, jakże znamienna, której byłem jej naocznym świadkiem. Otóż mieszkaniec jednej wsi w powiecie mławskim,  cieszący się nienajlepszą  opinią w środowisku, tamże  ufundował przystanek autobusowy. Ot,  zwykłą budkę, nawiasem mówią postawioną nielegalnie.  Donator zażądał od miejscowego proboszcza poświęcenia obiektu. Ten najwyraźniej się migał, ale w końcu, mocno naciskany, nie miał wyjścia: wysłał do tejże wsi swego wikariusza. On, posłuszny poleceniu przełożonego,   dokonał ceremonii religijnej związanej z otwarciem przystanku. Tyle że mieszkańcy, stojąc w pobliżu, cokolwiek  naigrawali się z obrzędu, choć właściwie może nie tyle z niego, ile z owego dobrodzieja. W każdym razie  niesmak pozostał. 

Widzimy więc, jak łatwo dewaluuje się sacrum. Tak czy owak, duchowni, wśród których mam wielu znajomych i z którymi  czasem  prowadzę tzw. trudne rozmowy, wiedzą lepiej ode mnie, że zawsze powinni kierować się  „roztropnym rozeznaniem” i  „duszpasterską troską” (i, gdy zajdzie potrzeba, mówić stanowczo – nie), czego uczy Paweł z Tarsu, którego rok właśnie obchodzimy.

autor: KRZYSZTOF JAKUBOWSKI

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz