Tygodnik Ciechanowski

Niedziela, 20 maja 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Bum-bum-bum, czyli kontynuacja poprzedniego felietonu

Na wstępie („w pierwszych słowach mego listu...” - pamiętacie z lat dawno minionych tę zabawną frazę? Gdyby dziś ktoś ośmielił się jej użyć, to M. Rusinek albo inny purysta językowy wykąpałby go w smole i wytarzał w pierzu!), zatem „na wstępie” odpowiem połowicznie na pytanie zadane w poprzednim felietonie: „Od piątku do środy, czyli w pierwszej połowie długiego weekendu, w 414 wypadkach zginęło aż 40 osób, rannych zostało 537. W tym czasie policja zatrzymała już 1350 pijanych kierowców”.

Na kogo wypadło, na tego bęc. Gdy ten tekst się ukaże, będzie już po wszystkim. Statystyki majówkowych śmierci zostaną zamknięte. Jedni będą nieodwołalnie nieżywi, inni połamani na amen albo tylko trochę pogięci. Ludzie będą płakać po swoich bliskich lub jęczeć z bólu. Pomoc drogowa, zakłady pogrzebowe i inne byty wypadkozależne odnotują wzrost obrotów. Ich właściciele kupią sobie nowego krasnala do ogrodu.

W chwili, gdy piszę te słowa, wielu podróżnych wciąż ma szansę ocaleć. Jak? Cóż, to nie jest takie proste. Nie wystarczy być uważnym, trzeźwym, wypoczętym i ostrożnym. Nawet to, iż rozumiesz i stosujesz się do zasad ruchu, nie gwarantuje ci przeżycia. Trzeba jeszcze mieć sporo szczęścia, żeby nie trafić na usadzony za kierownicą pusty, pijany łeb, otumaniony dodatkowo walącym z głośników bum-bum-bum przesterowanych basów. (U nas w tej błogiej ciszy jest tak, że jeszcze nie słychać silnika, a już niesie po lasach bum-bum-bum, czyli auto jedzie, koty uciekają do stodoły. Ciekawostka, że głośniki robiące bum-bum-bum ludzie montują też do motocykli, motorowerów i... tak, do rowerów też. Czasem noszą coś grającego, zawieszonego u tyłka na pasku. Jakby cisza była śmiertelnym zagrożeniem, jakby ktoś miał trupem paść, gdy usłyszy gołą ciszę).

Można być nie wiem jak przezornym i mądrym, ale gdy zza gęstych krzaków zasrany rajdowiec wyskakuje na czołowe, to nie ma czasu nawet na najkrótszą modlitwę, dlatego większość w obliczu zagrożenia wrzeszczy „kurwa!” albo bardziej światowo „fuck!”, zamiast odmawiać zdrowaśkę, która przecież kończy się słowami „śmierci naszej, amen”.

Ja też wydałam z siebie dźwięk wielce plugawy, ale za to wielkiej mocy, gdy ujrzałam to czarne beemwu wlatujące jakoś tak znikąd w wąziutki przejazd, jednokierunkowy łącznik międzyuliczny. Cieplutko, okna w aucie otwarte, więc zanim go ujrzałam, tego głupiego gówniarza, to już słyszałam bum-bum-bum i może to bum-bum-bum mnie jakoś ocaliło, bo zareagowałam dużo wcześniej, nim otrzymałam właściwy bodziec wzrokowy. No i żyję, miałam szczęście. Pewnie to, że przed każdą, nawet najkrótszą wyprawą odmawiam modlitwę do świętego Krzysztofa, też mi pomogło. Jak powiadam, w momencie zdarzenia wykrzykuje się słowa, które w niczym nie przypominają modlitwy, dlatego warto ją odmówić przed rozruchem silnika.
 
I oto jestem, niepołamana, nienaruszona, za to do szpiku kości rozjuszona, gotowa drapać i gryźć – tak się u mnie objawia kompletna bezsilność wobec owej ludzkiej głupoty bez dna, tej czarnej dziury, tej czeluści, z której wypełzają nasze codzienne nieszczęścia i cierpienia, i płacz naszych bliskich po nas i nad nami.

W trakcie takiej majówki moja mizantropia wzrasta do wartości krytycznych. Bo ludzie ciągną się w tę przyrodę, wlokąc ze sobą swoje śmieci, swój hałas, swoje cuchnące grillowanie. Gdzie nie osiądą, tam z rozdziawionej paszczy auta wydobywa się bum-bum-bum, znak rozpoznawczy ludzi bojących się ciszy, nienawidzących wszystkiego co ciche, czyste, nieskażone. Tam, gdzie jeszcze przed chwilą rosły zioła, teraz walają się butelki i puszki, torebki, torebki, torebki, jeszcze więcej plastikowych torebek, i tacki po żeberkach i karkówce, a już po wszystkim, po tym grillowaniu truchła, po czknięciu i beknięciu, jeszcze ten i ów opróżni popielniczkę samochodową i zrobi kupę. Bum-bum-bum, odjechali. Nie słyszeli ptaka, nie widzieli lasu, nie czuli aromatu sosny. Równie dobrze mogli spędzić majówkę na wysypisku śmieci. Po cholerę przywlekli się aż tutaj?.

ANNA NOWAKOWSKA  

Zdziwój Nowy, 8 maja 2018 r.

Więcej felietonów