Tygodnik Ciechanowski

Czwartek, 19 lipca 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Ochrona gatunkowa Głupca na Stołku, czyli rzecz o nadmiernej wrażliwości

Kłopot z rozeznaniem sytuacji to jedna z większych codziennych udręk. Gdy ktoś nowy zjawia się w obszarze naszej uwagi, trudno osądzić, czy go Bóg sprowadza, czy diabli nadali.

W styczniu odszedł we względny niebyt polityczny pewien przerośnięty chłopiec, Szyszko się zwał, który tak się lubił bawić w Centralnego Oberdrwala, że zdewastował kawał Puszczy Białowieskiej, o innych stratach nie wspominając. Ów minister niszczenia środowiska narobił wiele szkód, a miał chętkę na więcej.

Wierzcie mi, podobne koszmary to nawet Jerzemu L., kombajniście z PGR-u Gudzewo-Piotrowięta nie ośmieliłyby się przyśnić. Minister ciął, rżnął, hyhu-hyhu, łupu-cupu; narżnął, ile zdążył i dumnie odszedł. (Bo u nas w polityce wszystko jest dumne i duma nas tak wzdyma, że koniec końców jakoś dryfujemy). Nie bez pomocy, nie bez społecznej i unijnej presji Jan Szyszko dumnie odszedł z ministerialnego stołka.

Natenczas przybył drzewom na odsiecz Henryk Kowalczyk i nadzieja się w sercach naszych zatliła, że gdy tekę ministra obejmie politycznie wygimnastykowany pobożny matematyk, to może zachowa pewną ostrożność w kontakcie z niebezpiecznymi narzędziami; przynajmniej tyle na początek. Lecz nim się na dobre nadzieja nasza rozpaliła, już ją zdmuchnął słów straszliwych srogi wicher, co się z ministerskich natchnionych ust wydostał; a było to w mieście Mławie. Poniższy cytat pochodzi z oryginalnego nagrania i spisuję go ze słuchu:

„Jeśli chodzi o zwierzęta... yjście problem jest bardzo trudny... żyjemy w czasach... nie wiem, takiego... no, nadmiernej wrażliwości w ochronie zwierząt, tak to bardzo delikatnie powiem (...)”.

Każde kolejne słowo brzmiało jak gwóźdź do trumny, w której spoczął Ludzki Rozum. Pojawiło się nawet łzawe wspomnienie problemów, z jakimi borykał się minister Szyszko, gdy zapragnął postrzelać do łosi. Minister Kowalczyk nie ma ochoty się borykać z Europą i jej, delikatnie mówiąc, nadmierną wrażliwością. Ostrożny jest, to mu trzeba przyznać, a i knuć potrafi: No wicie, rozumicie - oczkiem mruga do zebranych - my podstępem je weźmiemy, podstępem. Kto tylko zechce, my mu pozwolenie wydamy i krok po kroku pozbędziemy się wszystkich zwierząt, zwłaszcza tych chronionych gatunkowo.

O losie nasz, losie ponury! – zdążyły jeszcze zakrzyknąć łosie, żubry i bobry, po czym gorączkowo jęły planować emigrację, wzorem licznych obywateli naszego państwa. (Z nagrania wynika, iż wilkom dano nieco więcej czasu na spakowanie, ale oko Centralnego Oberłowczego już na nich spoczęło; niech się nie czują bezpiecznie).

Słuchajcie, czy my mamy jakiegoś gigantycznego pecha, czy też każdego ministra OCHRONY środowiska podsyła nam czart? To oczywiście pytanie do specjalistów, ale coś jest na rzeczy, ponieważ w postępie wykładniczym rośnie u nas liczba czynnych egzorcystów i zapotrzebowanie na ich usługi.

A może zrobimy społeczną zrzutkę na ten zbożny cel? Na pobyt działaczy politycznych w jakimś egzorcystycznym spa, zanim obejmą naprawdę odpowiedzialną funkcję? Albo przynajmniej opłaćmy wspólnie babę szeptunkę, żeby odczyniła urok i przeniosła go na inne ministerstwo, w jakimś innym państwie, na innej planecie, w innej galaktyce. (Nie to, żebym komuś z innej galaktyki źle życzyła...).

Mam wrażenie graniczące z pewnością, iż żyjemy w czasach – delikatnie mówiąc - nadmiernej wrażliwości w ochronie Głupca na Stołku, który to gatunek zagraża nie tylko nam, ludziom, ale i całej biosferze. Głupiec na Stołku radośnie i z dumą piłuje gałąź, na której siedzą żywe istoty, w tym on sam i jego potomstwo.

ANNA NOWAKOWSKA  

Zdziwój Nowy, 10 lipca 2018 r.

Więcej felietonów