Tygodnik Ciechanowski

Piątek, 22 marca 2019

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

 

Rutki, 32 km do wiosny

Tak mniej więcej w okolicach 8 marca powraca problem z kobietami. Związany jest z emancypacją tej płci, rosnącą wciąż aktywnością, pozycją zawodową i społeczną, a co za tym idzie – zmianą kulturową naszego społeczeństwa.

92 proc. kobiet w naszym kraju uważa, że ma prawo do realizacji swoich planów zawodowych, 85 proc. Polek twierdzi, że powinny być równorzędnymi partnerkami mężczyzny, a prawie 80 proc. deklaruje, że pożądaną cechą kobiety jest niezależność. Równocześnie dla 84 proc. Polek posiadanie własnej rodziny jest życiowym priorytetem (badanie „Polki i Polacy” z 2018 r., SW Research Agencja Badań Rynku i Opinii).

Kiedy już to wiemy i prawie wszyscy się z tym zgadzamy, trzeba teraz powiedzieć B i zacząć używać stosownych nazw i terminów. I tu jest właśnie ten problem – bo w Polsce świat ciągle opisywany jest za pomocą męskich form wyrazów.

Jest kilka powodów tego stanu rzeczy. Przez stulecia historyczne źródła tworzyli przede wszystkim mężczyźni, uczeni świeccy i kościelni. Historia spisana była przez mężczyzn, oni też byli głównie jej odbiorcami. Nic dziwnego, że większość tekstów była konstruowana tak, jakby dotyczyła wyłącznie jednej płci. Przyjrzyjmy się np. zawodom, profesjom, funkcjom. Gros dotyczyło mężczyzn, mimo że na przestrzeni dziejów niektóre zawody bardzo się feminizowały, powstawały też nowe, w których dominowały niewiasty. Ale nazwy wciąż nadawali mężczyźni. Żeby nie szukać w odległych wiekach. Weźmy takie włókniarstwo. Wiadomo, że w XIX i XX w. we wszystkich fabrykach przy krosnach stały głównie kobiety, czyli włókniarki. Wystarczy obejrzeć choćby „Ziemię obiecaną”. A zgadnijcie, jak nazywa się jedna z większych ulic w Łodzi? Aleja Włókniarzy!

Ale próbujmy. Niedawno w Gdańsku wybrano panią prezydentkę miasta. Wyboru gratulowały jej m.in. naukowczynie z Uniwersytetu Gdańskiego, w tym: biolożki, filolożki i antropolożki. Ale większość gdańszczan i gdańszczanek uważa, że wybrała prezydent Dulkiewicz.

A pamiętacie państwo Joannę Muchę? To była bodajże pierwsza kobieta na najwyższym stanowisku w resorcie sportu. Poprosiła, żeby zwracać się do niej per pani ministra (nie ministerka). Za nic nie chciało się to przyjąć. Podwładni, a nawet kibicki i sportsmenki, w tym szermierki i kolarki, wolały mówić do niej - pani minister.

Z pomocą nie przyszła jej nawet Elżbieta Radziszewska, ówczesny rządowy pełnomocnik(czka?) do spraw równego statusu. - Nie jestem ministrą, tylko ministrem – oznajmiła.

– Język polski nie jest kobietą. Język polski do cna podszyty jest antykobiecym sentymentem. I jest na to mnóstwo dowodów - uważa Anna Kowalczyk, autorka książki „Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich”.
Rzeczywiście w wielu przypadkach trudno znaleźć żeński odpowiednik, bo jest albo śmieszny, albo trudny czy dziwny, czasem ma inne znaczenie. Ale to chyba nie kwestia „antykobiecego sentymentu”, ale raczej naszej gramatyki.

Doktor(ka) Katarzyna Kłosińska, językoznawczyni z Uniwersytetu Warszawskiego, na temat językowych barier w „zaznaczaniu żeńskości” zawodów wypowiadała się i pisała nie raz. Uważa, że współczesna polszczyzna pozwala już na wiele, ale nie na wszystko. Nie każdą nazwę męską możemy przekształcić w żeńską. Weźmy np. przechodzień. Kobietę przechodzącą na czerwonym świetle byłoby dość ryzykownie nazwać przechodnią. Już bezpieczniej – przechodzieńka.

Dlatego językoznawcy zalecają ostrożność, równocześnie zachęcając do „twórczości” w tej dziedzinie. Określenie poślica może nie jest zbyt eleganckie i pasowałoby może do jednej z obecnych przedstawicielek parlamentu, ale już pilotka, kominiarka czy skoczkini zaczyna się przyjmować.

Ale nie martwcie się panie. Jest jedna profesja, która nie da się określić wyrazem rodzaju męskiego. To niania. Każdy niań to przyzna.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 19 marca 2019 r.

(Gdzieś po drodze mignęły mi Rutki-Krupy i Rutki-Lenki, ale tam wiosny jeszcze nie widziano).

Więcej felietonów