Tygodnik Ciechanowski

Piątek, 18 sierpnia 2017

Elektroniczne wersje bieżących i niektórych archiwalnych wydań "Tygodnika" dostępne są na portalu eprasa.pl

 

Nowa bitwa warszawska

Przed nami kolejna rocznica wojny polsko-bolszewickiej i Święto Wojska Polskiego. I kolejna odsłona starcia prezydent - minister. A może nawet jej apogeum – bitwa warszawska.

Rok temu czarnym bohaterem tych dni był niejaki Bartłomiej Misiewicz, rzecznik prasowy ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, który na oficjalnych państwowych uroczystościach przyjmowany był z honorami... zwierzchnika sił zbrojnych. On to odebrał meldunek od wyprężonego jak struna dowódcy Kompanii Reprezentacyjnej WP. Następnie osobiście dokonał przeglądu wojsk i pozdrowił żołnierzy. Odpowiedzieli żartem: „Czołem, panie ministrze!”.

Działo się to w rocznicę Bitwy Warszawskiej 1920 r. pod upamiętniającym krwawe walki polsko-bolszewickie obeliskiem w Sarnowej Górze pod Ciechanowem.

Ten obrazek (maszerującego Misiewicza, nie krwawych walk) wciąż jest dostępny na YouTube. To taki symbol przemian polskiej armii pod rządami obecnej władzy. Jaki minister, takie przemiany...

Na szczęście na tegorocznej rocznicy w Sarnowej Górze nie pojawi się już Misiewicz, z którym z wielkim bólem musiał w międzyczasie rozstać się minister Macierewicz. Jeszcze starał się jak mógł, aby osłodzić mu to odejście z MON: a to intratną posadką w spółce skarbu państwa, a to wysokim odznaczeniem, bo minister pokochał tego pucułowatego młodzieńca jak całą polską armię.

Nie ma „Miśka”, ale w armii nie jest lepiej. Macierewicz nie byłby sobą, gdyby nie wygenerował nowej afery. Wydaje się, że ta będzie miała skutki bardziej dotkliwe .

Sprawą publiczną stał się konflikt między MON a Pałacem Prezydenckim, między dwoma najważniejszymi osobami w państwie, które odpowiadają za wszystko, co się dzieje w wojsku. Prezydent Andrzej Duda, który na mocy konstytucji jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, już na starcie swojej kadencji oddał armię w ręce Macierewicza. A ten rządził jak w prywatnym folwarku. Co się działo, widziała cała Polska... Zaczęło się od zerwania umowy z Francuzami w sprawie przetargu na śmigłowce. W stylu fatalnym. Potem minister pośpiesznie wymieniał wysokich oficerów, którzy byli mianowani przez poprzednią władzę. Z wojskiem pożegnało się 40 generałów i ponad 300 pułkowników. Ze Sztabu Generalnego usunięto 90 procent oficerów na stanowiskach dowódczych, a z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych - 82 procent. Odeszli ludzie w sile wieku, po zagranicznych akademiach (bynajmniej nie rosyjskich), wykształceni za pieniądze podatnika, z praktyką na misjach wojskowych. Macierewicz usuwał ich bez zasięgnięcia opinii prezydenta i jego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Tylko dlatego, że ich awanse pochodziły z czasów PO.

W końcu prezydent w kilku sprawach postawił się Macierewiczowi, m.in. nie zgodził się na nadanie sztandarów nowo formowanym brygadom obrony terytorialnej. Powód - jednostki te są jeszcze „daleko w polu”, jeśli chodzi o stopień zorganizowania.

Kiedy BBN zaczęło oponować również w kilku innych kwestiach (m.in. systemu dowodzenia), minister Macierewicz w odwecie zaatakował człowieka prezydenta, gen. bryg. Jarosława Kraszewskiego, dyrektora departamentu zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi BBN, który m.in. opiniuje nominacje generalskie. Wobec generała Kraszewskiego wszczął „procedurę sprawdzania” i cofnął mu dostęp do informacji tajnych. Tym samym de facto uniemożliwiono mu wykonywanie obowiązków służbowych.

Kontratak był dotkliwy. Prezydent nie podpisał nominacji generalskich dla 48 oficerów przedstawionych przez MON do awansu właśnie na Dzień Wojska Polskiego.

Sposób, w jaki min. Macierewicz na gwałt szuka generałów jest kuriozalny. Po raz pierwszy zdarzyło się, że w obecnym roku akademickim Akademia Sztuki Wojennej prowadziła... zaoczne kursy generalskie. Zmieniono też przepisy tak, aby oficerowie mogli awansować o kilka stopni.

I tak cios za ciosem, uderzenie za uderzeniem… Minister o nieposkromionych ambicjach, nieufający nikomu, realizujący swoją wizję armii… I budzący się do działania, po dwóch latach bierności i upokorzeń, najwyższy urzędnik RP, zwierzchnik sił zbrojnych, który uwierzył, że naprawdę jest prezydentem…

Jak myślicie państwo, kto zwycięży? No tak, łatwiej było przewidzieć rezultat bitwy pod Sarnową Górą w 1920 r.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 14 sierpnia 2017 r.

Więcej felietonów