Tygodnik Ciechanowski

Niedziela, 16 czerwca 2019

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

 

Dobrać się do bobra

Wiadomość, że będziemy polować na bobry, a Polacy mają jeść z nich mięso, w ubiegłym tygodniu zatrzęsła żeremiami od Bałtyku po Tatry, złowrogo zaszumiała w ostojach Puszczy Białowieskiej.

Taka deklaracja i równocześnie zalecenie padły publicznie podczas konferencji (o roli izb rolniczych w kształtowaniu i realizacji polityki rolnej państwa), a urzędnikiem państwowym, który obwieścił je na cały kraj, był minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. Minister rolnictwa jako człowiek światły i oczytany w literaturze „ku pokrzepieniu serc” przypomniał, że już w „Krzyżakach” Henryka Sienkiewicza na bobry polowała niejaka Jagienka wraz ze Zbyszkiem z Bogdańca i dlatego on wystąpi (do ministra ochrony środowiska) o uznanie bobrów (i żubrów) za zwierzęta… jadalne (być może ministrowi chodziło o łowne?).

Do tej pory zarówno bobry w rzekach, jak i żubry w puszczy podlegały ochronie, co spędzało sen z oczu ministrowi wszystkim polskim rolnikom.

(Przypomnijmy: w „Krzyżakach” Zbyszko zasadzał się też na niedźwiedzia, ale widocznie Ardanowski akurat opuścił te strony i dlatego pominął je w swoich planach, dzięki czemu nasze bieszczadzkie misie na razie odetchnęły z ulgą).

Minister Ardanowski jest urzędnikiem konkretnym i wie, jak należy się dobrać do bobra, który niszczy polskie rolnictwo, budując na zbiornikach wodnych swoje gniazda, więc do ich zabijania postanowił delegować myśliwych. Ale – jak zaznaczył – to sami rolnicy muszą przekonać Polski Związek Łowiecki, aby zaczął działać w ich interesie, czyli strzelał. A gdyby jacyś myśliwi odmówili, to już ministra w tym głowa, jak to załatwić. Takie koła będą po prostu rozwiązywane.

Minister ogarnia swoim umysłem wszystko: myśliwi, którzy posłuchają jego rozkazu i wylegną ze sztucerami nad rzeki, jeziora i bagna, w przeciwieństwie do bobrów muszą czuć się bezpieczni. Zaplanował więc, że wystąpi do komendanta głównego policji o ich ochronę w trakcie polowań.

„Dopiero wtedy możemy od nich (myśliwych) oczekiwać, że skutecznie zrealizują również to, na czym nam, rolnikom, zależy” – postawił kropkę nad i minister.

Policjanci, wg koncepcji ministra, mieliby chronić każdego myśliwego przed napaścią ze strony różnych ekologów, miłośników zwierząt, pięknoduchów i wajraków, którzy na pewno będą przeciwni pomysłowi polskiego Pierwszego Rolnika i wypełzną ze swoimi, pożal się Boże, hasłami na bagna. Będziemy więc świadkami ciekawych walk zespołów zwierzęco-ludzkich: bóbr – ekolog – myśliwy – policjant. A na końcu tego łańcucha – minister Ardanowski.

A minister dopiero się rozkręca. W telewizji wystąpił w roli znawcy potraw tradycyjnych i zaczął się rozwodzić nad wartością bobrzego mięsa, a w szczególności ogona, który nazywał płetwą.

– Teraz nie wiadomo, co z tym bobrem zrobić, nawet jakby się go upolowało – powiedział. – A jeszcze jak ludzie sobie przypomną, że płetwa bobra ma – ponoć – właściwości afrodyzjaków, to się może okazać, że i problem bobrów się niedługo skończy – dodał.

Taki oto pomysł ma światły minister Jan Krzysztof Bóbr-Ardanowski, czym zaciekawił, zadziwił i przestraszył Polaków oraz wszystkie zwierzęta duże i małe.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 11 czerwca 2019 r.

Więcej felietonów