Tygodnik Ciechanowski

Czwartek, 04 czerwca 2020

Już teraz zamów e-prenumeratę "Tygodnika Ciechanowkiego" na: https://eprasa.pl/news/tygodnik-ciechanowski . W trosce o Państwa bezpieczeństwo polecamy nadawać ogłoszenia za pośrednictwem naszej strony: https://tc.ciechanow.pl/ogloszeniatest/pliki/ogloszenie.php
fot. K. Kowalski
fot. K. Kowalski

Gdy trzeba wybić stado świń...

13.05.2020 11:10:00

Rozmowa z Janem Tomporowskim, rolnikiem z Gumowa poszkodowanym przez ASF

- W lipcu 2019 r. służby weterynaryjne stwierdzają, że w gospodarstwie hodującym ponad 1300 świń, a znajdującym się po sąsiedzku, są zwierzęta zarażone afrykańskim pomorem świń (ASF). Po pewnym czasie okazuje się, że wirus z tamtego gospodarstwa przedostał się do pańskiej chlewni. Posiadał pan wówczas stado liczące prawie prawie 200 sztuk trzody chlewnej. Pamięta pan, co wówczas pan czuł?

- Strach, przerażenie i niepewność. Zastanawiałem się, co będzie dalej... Ale chyba przede wszystkim byłem zaskoczony, że coś takiego mnie spotkało. Mimo stosowania w gospodarstwie zasad bioasekuracji

- Procedury weterynaryjne przewidują, że w przypadku zainfekowania stada trzody chlewnej trzeba wybić wszystkie znajdujące się w gospodarstwie świnie. Wiedział pan wówczas o tym?

- Tak. Słyszałem o tym i sam z innymi na ten temat rozmawiałem. Ale oczywiście nie wiedziałem, a nawet nie przypuszczałem, że na własne oczy będę mógł to zobaczyć. Gdy do sąsiada, w gospodarstwie którego stwierdzono ASF, przyjechali z Ciechanowa pracownicy Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego, wiedziałem, że i w moim gospodarstwie, które prowadzę z synem, też coś się wydarzy. I rzeczywiście, po godzinie czy dwóch przyszedł do mnie powiatowy lekarz weterynarii i powiedział, że w związku z wykryciem ASF u sąsiada, także nasze stado trzody chlewnej musi zostać wybite i zutylizowane.

- W jaki sposób to się odbywało?

- Przyjechała ekipa złożona z czterech mężczyzn. Z ich późniejszego zachowania wnioskuje, że prawdopodobnie byli pracownikami ubojni lub przynajmniej odbywali w niej praktyki. Do pomocy mieli osoby podesłane przez Urząd Gminy. Oczywiście wszyscy ubrani byli w specjalne kombinezony ochronne. Choć było wtedy bardzo gorąco, co dodatkowo czyniło całą sytuację nieprzyjemną. I systematycznie, sztuka po sztuce, uśmiercali zwierzęta. Prądem albo strzałem z pistoletu. Nie był to widok miły dla oczów... Zwłaszcza widok malutkich prosiąt i loch, które lada dzień miały się prosić... Bardzo przykry widok. Gdy na to patrzyłem, przyszło mi do głowy, że tą robotę powinni wykonywać ekolodzy, którzy sprzeciwiają się sanitarnemu odstrzałowi dzików. Albo przynajmniej na to patrzeć... Może wtedy staliby się mniej radykalni. Truchła zwierząt zostały załadowane na samochód ciężarowy z dużym kontenerem i wywiezione do Krasnosielca, do spalenia. Było tego prawie 10 ton. Cała akcja trwała jeden dzień, od rana do późnych godzin popołudniowych.

Cały wywiad w „TC” z12 maja.

autor: K. Kowalski

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz