Tygodnik Ciechanowski

Niedziela, 23 lutego 2020

Palec kulsona*

Od czterystu dni ziemianie odbierają tajemniczo regularne sygnały z głębokiego kosmosu. Nie wszyscy rzecz jasna, tylko ci, którzy są wyposażeni w odpowiednie przyrządy oraz tacy, którzy zostali obdarzeni nadzwyczajną wrażliwością.

Czterysta dni temu był piątek dziesiątego stycznia i nic szczególnego się poza tym nie wydarzyło.

Sygnały, o których mowa, docierają do nas w cyklach szesnastodniowych według schematu: przez kolejne cztery dni co godzinę, dwanaście dni przerwy, po czym cały cykl zaczyna się od nowa.

Naukowcy są bardzo ciekawi skąd i dlaczego ktoś/coś nadaje przechwytywane przez Ziemian informacje (ponieważ wszystko jest informacją, czytelniku, nawet pozornie bezsensowny bełkot pijaka przynosi wielopłaszczyznowe informacje o swoim źródle i o sobie samym).

Mnie natomiast, jako nienaukowca interesują nie tyle okoliczności emisji, ile treść odbieranego przekazu.

Dlatego uważnie obserwuję zachowania ludzi, starając się wychwycić wszelkie anomalie. Zdaję sobie sprawę z tego, że trwającego milisekundę sygnału o częstotliwości tysiąca czterystu megaherców ludzki mózg nie jest w stanie odebrać i zinterpretować świadomie. Ale od czego mamy podświadomość o niezbadanie wielkiej pojemności, jeśli nie od takich właśnie zadań specjalnych?

Więc wychodzę z założenia, że jeżeli osoba o wyżej wspomnianej nadzwyczajnej wrażliwości odbierze podprogowo zakodowaną wiadomość, to na podstawie zachowania tej osoby poznam treść przekazu. Proste?

I co się w końcu okazało?

Owszem, musiałam czekać ponad rok na tę okazję, ale czymże jest nasz ziemski rok w skali Kosmosu! Przecież źródło owych sygnałów znajduje się pół miliarda lat świetlnych od mojej wsi!

Jestem cierpliwa, uważna – to się zawsze opłaca.

Od czwartku trzynastego lutego już rozumiem, jaką wiadomość, a raczej zalecenie, śle do nas, Ziemian, Kosmos. Brzmi ona:
Przekażcie sobie znak pokoju!

Wiem, że będziecie chcieli dowodu. Zdaję sobie sprawę z tego, że muszę wam wyjaśnić, na czym opieram swoją pewność.

Ale gdybyście się skupili, zamiast reagować na wszystko tak emocjonalnie, to i dla was byłoby jasne, że posłanka Joanna Lichocka jest pierwszą w naszym Układzie Słonecznym osobą, która odebrała (pod progiem świadomości) i wykonała w sposób czytelny, niebudzący wątpliwości polecenie wydane nam przez Kosmos.

I mówi ona prawdę, i tylko prawdę, twierdząc, że jej intencje były czyste, a sam gest niewinny.

Zdajcie sobie sprawę z tego, że niektórzy ludzie, mimo swej wrażliwości na sygnały spoza Ziemi, są odrobinę tępi. Jeśli wiadomość nie zawiera dokładnej instrukcji wykonania znaku pokoju, to każdy go zrobi tak, jak mu najłatwiej.

To jest kwestia tak zwanej reprezentacji w umyśle: nie możesz wyjść poza własne oprogramowanie, człowieku.

Robisz taki znak pokoju, jaki jest najbliżej twej natury.

Stąd już tylko krok, żeby zdać sobie sprawę z mnogości znaków pokoju wokół nas. Przypuszczam, że w rzeczywistości wielu z nas od dawna podświadomie próbuje przekazać znak pokoju bliźnim, a każdy na swój sposób.

Jedni plują, inni drą się „preeecz!” albo „siadaj, kulson!”, jeszcze inni maszerują w kominiarkach. Wszyscy oni mają czyste serca i szlachetne intencje zgodne z kosmicznym przesłaniem. Nie mają tylko instrukcji. Więc robią to, co najlepiej potrafią. Dlatego nie jesteśmy w stanie zrozumieć wzajemnie swoich znaków. Cała nadzieja w tym, że w którymś z kolejnych cyklicznych przekazów otrzymamy szczegółowe wytyczne wraz z instrukcją wykonania.

Kończąc swój wywód, przekazuję wam znak pokoju. Na razie taki prowizoryczny, machając prawą ręką bez wyróżniania żadnego z palców.

ANNA MARIA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy, 18 lutego 2020 r.

*Tytuł został mi zasugerowany za pomocą sygnału z odległej galaktykidę

Więcej felietonów