Tygodnik Ciechanowski

Niedziela, 15 grudnia 2019

 

Złoto dla zuchwałych

W ostatnim czasie pokazano nam dwie metody zaopatrzenia się w większą ilość cennego kruszcu – złota oraz klejnotów.

Jednym ze sposobów był transfer polskiego złota z Anglii do Polski, drugim – wejście w posiadanie drogocennych przedmiotów z muzeum w Dreźnie. Wartość obydwu operacji jest porównywalna: tu 5 mld zł, tam ok. 1 mld euro.

Złoto z Londynu sprowadzano w nocy samolotami czarterowymi na lotniska w Warszawie i Poznaniu. Stamtąd transportowano je do skarbców NBP opancerzonymi ciężarówkami w licznej asyście policji. Konwoje były monitorowane z helikoptera, a nad całością czuwała międzynarodowa specjalistyczna firma ochroniarska G4S.

Do przewiezienia tysiąca sztabek, z których każda ważyła 12,5 kilograma, potrzebnych było aż osiem transportów. To był podobno jeden z największych przewozów złota w historii.

Akcja przemieszczenia takiej ilości kruszcu o wartości ok. 5 mld zł ogłoszona została przez NBP jako sukces. Złoto spakowane w drewniane skrzynie cały czas było bezpieczne, nie było obaw, że wpadnie w ręce rabusiów, piratów, mafii (znawcy tematu twierdzą, że część konwojów to były „fałszywki” dla odwrócenia uwagi, bo w skrzyniach niekoniecznie było złoto).

Sam prezes Adam Glapiński zaprosił dziennikarzy do podziemi i prezentował się na tle pełnego skarbca. Podniósł nawet do góry (mimo że – jak przyznał – nie chodzi na siłownię) jedną sztabkę. Świeciła się jak złoto.

W tym czasie, kiedy nasz kraj błyszczał od góry złota (jesteśmy już na 23. miejscu spośród 100 państw), a Polki i Polacy poczuli się bogatsi, w nieodległym Dreźnie, również w nocy, z zamku królewskiego skradziono narodowe (niemieckie) skarby dawnych władców Saksonii i… Polski.

Tak, tak… Polski też. Kosztowności zaczął bowiem gromadzić król August II Mocny na początku XVIII w., a jego dzieło kontynuowali August III i kolejni. Kolekcja nazywała się „Zielone Sklepienie” od koloru apartamentów, w których była umieszczona. W skarbcu znajdowało się wiele poloniców, m.in. Order Orła Białego. Skąd król miał pieniądze na złoto i diamenty? Oczywiście z podatków poddanych.

Zmiana właścicieli dokonana została tyleż szybko, co mało finezyjnie. Najpierw włamywacze spowodowali spięcie w stacji trafo na ulicy, doprowadzając do wyłączenia prądu w zamku. Potem weszli przez okno, uprzednio odkręciwszy kraty, a szklane (?) gabloty rozwalili… toporem. Zabrali, co tam chcieli, czyli na co mieli zapotrzebowanie. Akcja trwająca 5 minut filmowana była przez kamery, ale z powodu niewystarczającego oświetlenia nie można dokładnie przyjrzeć się rabusiom.

Opinia publiczna, w tym czytelnicy „Tygodnika Ciechanowskiego”, zastanawia się – po co przeprowadzono te dwie spektakularne operacje zmiany lokalizacji skarbów w Warszawie i Dreźnie.

Komu i dlaczego, po 80 latach pewnej lokaty w skarbcu brytyjskim, nagle potrzebne są w Polsce tony złota? Nasuwa się odpowiedź – żeby załatać dziury w wydatkach publicznych, pokryć wydatki wywołane poważnym kryzysem gospodarczym czy też zbyt rozbudzone apetyty na drogi sprzęt militarny. Innymi słowy – zaczynamy już zżerać żelazne (złote) zaskórniaki?

A w Dreźnie? Komu i po co klejnoty, ozdoby, biżuteria i inne precjoza, których nie można nosić, sprzedać, chwalić się nimi? Zleceniodawca rabunku, zamieszkały gdzieś (gdzie?), będzie schodził do komnaty tajemnic (w głębokich podziemiach?) i tam napawał się (nie)swoimi skarbami.

A może przetopi to wszystko na złoto, uformuje w sztaby i sprzeda na wolnym rynku. Oby nie kupiła ich Polska, która, jak twierdzi NBP, jest „aktywna na światowym rynku złota”.

Jest jeszcze jedno wytłumaczenie operacji sprowadzenia złota z ziemi angielskiej do Polski przy pomocy starego dowcipu.

Przychodzi do banku starsza pani i pyta:
– Ile jest na moim koncie?
– 3999 złotych.
– To ja bym chciała wypłacić, wszystko.

Wypłaciła. Za kilka minut wraca do okienka i mówi:
– Chciałabym wpłacić pieniądze.
– Ile chce pani wpłacić?
– Wszystko, 3999 złotych.
– Ale przecież pani przed chwilą je wypłaciła, a teraz wpłaca? Dlaczego?
– A wie pan, jakoś wam nie wierzę, musiałam przeliczyć, czy wszystko jest.

RYSZARD MARUT
Ciechanów, 3 grudnia 2019 r.

Więcej felietonów