Tygodnik Ciechanowski

Niedziela, 20 października 2019

 

Progi i granice

W niedzielę rano, kiedy elektorat zaczął nieśmiało przekraczać progi lokali wyborczych, zafascynowałem się informacją na jednym z ulubionych portali, jak przygotowała się na ten dzień Małgorzata Rozenek, tzw. PPD (perfekcyjna pani domu): „Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, Małgorzata włożyła kremowy garnitur w jasną kratkę, do którego dobrała mocno przylegający do ciała, cielisty top. Prawdziwym hitem były jednak buty, na jakie skusiła się polska ikona stylu, marki Gucci, które kosztują niemal 4 tysiące złotych”.

Niestety z informacji nie dowiedziałem się, jakie preferencje ma PPD, na kogo oddała swój głos. Trwała cisza wyborcza, można więc było pisać tylko, w jakich kto gustuje butach, ale nie o upodobaniach przy urnach. Te zostały ujawnione dopiero o godz. 21.

Jest takie powiedzenie, że o gustach się nie dyskutuje, ale na pewno nie dotyczy to gustów politycznych. Dyskusja (i nie tylko) o nich dopiero się zaczyna. I potrwa co najmniej cztery lata.

Taki żarcik… Gdyby większość Polaków zdała sobie sprawę z powagi sytuacji i włożyła buty od Gucciego… czy PiS zdobyłby aż taką przewagę?

Ale bądźmy poważni – to był na pewno znaczący w wydarzenia weekend, weekend, w którym przekroczono wiele granic i progów.

Zaczęło się od decyzji Akademii Szwedzkiej – Nagroda Nobla dla polskiej pisarki Olgi Tokarczuk! W 23 lata po wyróżnieniu Wisławy Szymborskiej i 39 lat po uhonorowaniu Czesława Miłosza. Starszych nie będę wspominał, bo nie pamiętam.

Stało się to zaraz po tym, jak Piotr Gliński, nasz wicepremier i minister od kultury, przyznał się w wywiadzie telewizyjnym, że nie przeczytał (do końca) żadnej powieści Tokarczuk. No to Szwedzi na złość polskiemu ministrowi nagrodzili najbardziej prestiżową na świecie nagrodą pisarkę, której w polskich kręgach rządowych raczej się nie czyta, bo nie jest „nasza”. Doceniono ją za „narracyjną wyobraźnię, która z encyklopedyczną pasją ujawnia przekraczanie granic jako formę życia” oraz za „ogląd spraw lokalnych, ale umiejętność spojrzenia na rzeczywistość z szerszej perspektywy, „z lotu ptaka”. I wreszcie, co mi się najbardziej podoba – za „połączenie sprytu i dowcipu”.

Zaraz po werdykcie minister Gliński też próbował połączyć swój spryt z wątpliwym dowcipem i różnymi aluzjami i niedopowiedzeniami zdyskredytować Akademię, Nobla i pisarkę. Ale przynajmniej przekroczył (tym razem w dobrą stronę) granicę, bo obiecał, że wróci do lektury książek Olgi Tokarczuk. Też wrócę.

A wystarczyło posłuchać innej Polki, wybitnej piosenkarki Kory Jackowskiej-Sipowicz. Ona już dwa lata temu tę nagrodę przewidziała. Na festiwalu Stacja Literatura zwróciła się do pisarki: „Olga, tobie się należy Nobel. My wszyscy o tym wiemy. Cały ten dobry, jasny, fajny kraj. Z dobrą energią, ludzi dobrych, o dobrym sercu, ludzi, którzy zdają sobie sprawę z tego, jakie życie jest krótkie (…)”. Pani Kora nie dożyła tej chwili, zmarła na raka 28 lipca 2018 roku.

Tymczasem nasz kraj, taki jaki jest, przez całą niedzielę wybierał swoich przedstawicieli do parlamentu. I na pewno przekroczone zostały co najmniej dwie granice (frekwencji i poparcia dla jednej partii) oraz kilka progów (wyborczych).

Przy urnach zjawiło się ponad 18 mln Polaków (ponad 61 proc.), 44,4 proc. opowiedziało się za Prawem i Sprawiedliwością. To zdarzyło się w najnowszej historii Polski po raz pierwszy – taka frekwencja i powtórne tak wysokie zwycięstwo jednej partii.

Progi wyborcze przekroczyły partie, które do końca nie były pewne swojego elektoratu: PSL (z Kukizem) i Konfederacja (z Korwin-Mikkem). No i oczywiście lewica, która tym razem nie popełniła błędu sprzed 4 lat, przełamała swoje wewnętrzne granice i poszła do tych wyborów jako jedno ugrupowanie. Wyborcy to docenili i póki co pozwolili jej przekroczyć próg sejmowy.

Wybory mamy z głowy. Wielu miało wielki dylemat, na kogo głosować. Tylko niektórzy jeszcze poważniejszy – w co się ubrać, idąc do urny.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 15 października 2019 r.

Więcej felietonów