Tygodnik Ciechanowski

Sobota, 26 września 2020

Już teraz zamów e-prenumeratę "Tygodnika Ciechanowkiego" na: https://eprasa.pl/news/tygodnik-ciechanowski . W trosce o Państwa bezpieczeństwo polecamy nadawać ogłoszenia za pośrednictwem naszej strony: https://tc.ciechanow.pl/ogloszeniatest/pliki/ogloszenie.php

 

2 godziny z balladą

Nie zdążyły do mnie dotrzeć na czas zaproszenia na wielkie czytanie narodowe, ani z kancelarii prezydenta, ani z sekretariatu zaprzyjaźnionej biblioteki powiatowej (w poprzednich latach „zdanżały”) więc sam postanowiłem w ub.sobotę zmierzyć się z „Balladyną”, dziełem naszego wielkiego poety romantycznego Juliusza Słowackiego.

Tym samym nieoczekiwanie znalazłem się w 40 proc. elicie naszego narodu, która przeczytała przynajmniej jedną książkę w roku (dane z badań Biblioteki Narodowej). Nie żałuję tego czynu, bo utwór Słowackiego sprzed prawie 200 lat nadal budzi zainteresowanie, z upływem czasu wcale nie zramociał, a nawet wprost przeciwnie. Ma coś i z „Walki o tron” i z „Wiedźmina”, a niektóre postaci są wzięte jakby wprost z „Harrego Pottera” (Skierka, Chochlik). Typy i charaktery występujące w tym fantastycznym dramacie komediowym są barwne, chociaż czarno-białe (zło i dobro), wyraziste i pełnokrwiste, no może z wyjątkiem Goplany, która była zimna, drżąca o nieco galaretowatej konsystencji.

Powiedziałbym nawet – postaci autentyczne, gdyby nie były baśniowe, a nawet ballad(yn)owe.

Odczuwam potrzebę poinformowania o tym tej większej, nieczytającej połowy społeczeństwa (60 proc.) i zachęcam do sięgnięcia do lektury. Jeśli ktoś ma jakieś lęki, bądź uczulenie na przybytki z półkami pełnych książek („Ja to bym w życiu do biblioteki nie poszedł!”) – w internecie są dostępne pełne wersje utworów Słowackiego, z „Balladyną” na czele. Do niektórych dołączone są komentarze a nawet tłumaczenie archaicznych dziś zwrotów na język współczesny, np. czterowieży rycerz.

A taki Grabiec, zwany pieszczotliwie Grabkiem, wiejski pijaczyna, nie pozbawiony jednak osobistego uroku mógłby dziś być np. bohaterem serialu „Ranczo”, albo filmu Jana Jakuba Kolskiego. Wyobraźcie sobie państwo (znów zwracam się do tych 60 proc. nieczytających)– chłop upił się w karczmie i wpadł w przerębel. A tam akurat, na dnie jeziora Gopło pod Gnieznem, zimowała Goplana, nimfa, czyli bogini wodna. Wzięła więc i wyrzuciła z powrotem tego Grabka, przez tego przerębla żeby się do końca chłopina nie utopił. Podczas tej czynności zadurzyła się w chamie (tak określani są w „Balladynie” chłopi), a nawet zapragnęła z nim zwyczajnej ludzkiej, fizycznej miłości. I ta miłość stała się początkiem całej sekwencji wydarzeń, lawiny zła oraz tragedii, które dotknęły miejscowych Lechitów (a działo się to jeszcze za króla Popiela). Goplana by zatrzymać przy sobie Grabca zaczęła mieszać w ludzkich sprawach, organizować im życie, w tym zaaranżowała małżeństwo hrabiego Kirkora i chłopki Balladyny (do tejże zachadzał Grabiec zanim wpadł w przerębel).

Matko w lesie są maliny, niechaj idą w las dziewczyny
Która więcej malin zbierze, tę za żonę pan wybierze

Jedna potrafi zbierać owoce miękkie, druga nie. No i zaczęło się…..Zazdrość, zabójstwo, małżeństwo. I niezaspokojone ambicje, i chęć wzbogacenia się, a w takich okolicznościach rodzina i bliscy raczej przeszkadzają. Chociaż…Balladyna niczemu nie winna, bo jest narzędziem i ofiarą knowań Goplany. Knowań, które wpłynęły na losy ludzkie – indywidualne i całego naszego państwa Lechitów, m.in zamienienie Grabca w…króla dzwonkowego, który jest strażnikiem korony Lecha… Kto wie jak wyglądałaby dziś Polska gdyby nie wrogie, w istocie antypolskie postępki Goplany, która wiadomo jaką opcję reprezentowała.

Kolejne podstępy i zabójstwa, w tym Kirkora i jego torturowanie własnej matki. A na końcu grom z jasnego nieba. Uff…

Cała akcja „Balladyny”, 5 aktów, rozgrywa się w cztery dni. Widzicie państwo, że nie można się nudzić. A samo przeczytanie całej książki nie trwa dłużej, niż 2 godziny.


RYSZARD MARUT

Ciechanów, 8 września 2020 r..

Więcej felietonów